Już nie wiem czy to urlop czy wcześniejsza emerytura. Kuśtykam sobie po domu, podczytuję dzienniki Marii Dąbrowskiej na zakładkę z romansem “Siostry”, Kapuścińskim i reportażami o życiu kapucynów. Wdycham zapach przejrzałych brzoskwiń. Zauważyłam, że bohaterki romansów zrobiły się nagle młodsze ode mnie! No i stanowczo nie cierpią na rwę kulszową. Emilka podsumowała sprawę krótko: “mamusia się zepsuła”.
Po lekturze wielce uczonego wstępu do “Dzienników” Dąbrowskiej pojawiło mi się pytanie, czy literaturoznawca może odczuwać prostą przyjemność z czytania? Czy nadmiar wiedzy nie zabija tej przyjemności? Boże, spraw bym nigdy nie została “specjalistą”!

myślę, że przyjemność literaturoznawcy istnieje, chociaż jest inna niż przyjemność laika.
zostaje jeszcze “Persuasions” Jane Austen. tamta bohaterka romansu jest starsza od Ciebie:) pamiętam, jakie zdziwienie przeżyłam, że w TYM wieku jeszcze zdarzają się takie romanse. a wkrotce miałam też już tyle i zrozumiałam, że owszem.
miłej wiledżiatury…
Odczuwa, aczkolwiek często łapie się na tym, że zaczyna analizować stylistykę etc.
Jestem po filologii polskiej
Pozdrawiam.
Twoja wierna Czytelniczka.