Fryzjer, masaż, warsztat tańca. Ostatni przegląd przed urlopem! Ogłaszam tydzień dobroci dla siebie niezależnie od okoliczności. Każdego dnia można mieć nieco urlopu. Urlop to stan umysłu (i ciała).
Archiwa tagu: ciało
Taniec to życie
W sobotę dużo mocnego tańca, najpierw “Rytmy życia” dla mężczyzn, a wieczorem tak zwane “dicho”. Mocno mi się tańczyło, zdarłam stopy i dorobiłam zakwasów w różnych dziwnym miejscach (brzuch i ramiona). Ciągle na nowo odkrywam, że taniec to życie. I kropka.
Tańczę mocno, czuję mocno i żyję mocno. I tak jest dobrze.
Ze środka długiego warszawskiego weekendu
Plany na niedzielę. Wyprawa z Emilką na “Porwanie w Tiutiurlistanie” do kina Wisła. Potem jakiś dobry pizzo-makaron w zacnym żoliborskim towarzystwie. Wdychanie powietrza wilgotnego od deszczu. Nielegalne czytanie późną nocą. A w tle praca, praca, praca, praca i kawa, kawa, kawa, kawa.
Myśli mi się tańczenie i masaż Lomi Lomi Nui gdzieś w połowie miesiąca.
Cieszy zbliżająca się superwizja.
Śnią się sny.
Noszą zielone sukienki i szeleszczące kolczyki.
Nowe
Wczorajszy wieczór 5 rytów z Michelem Wery nie do opisania. Wywrócił mnie na drugą stronę i z powrotem. A dziś 1,5 godzinny masaż Lomi Lomi. Na samym końcu zabiegu, już w czasie relaksu, dziwny ni to sen ni to nie sen. Jestem gotowa na nową siebie.
Czy jest życie przed śmiercią?
Niedawno zaczęłam prowadzić konsultacje z twórczego myślenia, a dokładniej z przełamywania twórczego kryzysu. Tymczasem, o ironio, siedzę od dłuższego czasu przed pustym ekranem (kiedyś napisałabym: czystą kartką) i trudno mi napisać cokolwiek. Lekarzu, lecz się sam…
Podstawowa trudność polega na tym, że jutro o 8:30 moja babcia ma poważną operację wycięcia nowotworu. Nowotwór nosi symbol G1 (nazywamy to w rodzinie g***o prima sort), co oznacza, że ma najniższy stopień złośliwości. G1. G1. G1. Gie-Jeden. Brzmi jak nazwa tajemniczej planety z opowiadania Stanisława Lema. Albo nazwa autostrady. Albo kryptonim tajnego agenta, coś jak J-23. Albo nazwa formularza w urzędzie. Albo oznaczenie na parkingu podziemnym. Ale tak naprawdę, to nie umiem sobie wyobrazić kim albo czym jest ten tajemniczy, żarłoczny G1. Read the rest of this entry »
Z nogami w chmurach
Freedance do północy. Już w wieku lat 27 wbiegłam do taksówki. Wcześniej dużo mocnego tańca. Po otwarciu okna do sali zaczęły wpływać kłęby najprawdziwszych chmur (różnica między temperaturą za oknem a w środku około 45 stopni). I tak tańczyłam kolejny rok swojego życia z nogami (a nie głową) w chmurach. A dziś przed południem 2-godzinny masaż Lomi Lomi, który usunął z ciała wszystko to, czego nie zdołał usunąć wczorajszy taniec. Czuję się zmęczona i czysta w środku.
Z okazji urodzin sprzątnęłam biurko. Zapisałam się na superwizję w Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. W głowie piszą mi się fragmenty pracy dyplomowej. Szkice kolejnych artykułów. Nowe projekty.
Dla ducha i dla ciała
Nowe nabytki: “Zranione stany świadomości” Bogny Szymkiewicz i “Czynniki leczące w psychoterapii” Jana Czesława Czabały. Zmówiłam też w Empiku “Dance Movement Therapy: A Creative Psychotherapeutic Approach” i “Dance Movement Therapy: Theory, Research and Practice”.
To dla ducha. Dla ciała w tym tygodniu Freedance przy bębnach (bum, bum, bum…), a w sobotę hawajski masaż Lomi Lomi (mmm).
Miło mi się wchodzi w 28. rok życia!












