Poza siebie

W szatni klubu Biosfeera zostawiam zimowy kożuch i zamieniam kozaki na lekkie skórzane baletki. W pewnym sensie zostawiam w szatni samą siebie. Mokre włosy, palące stopy, taniec na granicy bólu. W pierwotnych rytmach odkrywam siebie na nowo, albo raczej wznoszę się poza siebie. Swobodny przepływ energii, swobodny przepływ emocji. Bez komórki, bez okularów, bez garsonki pani dyrektor (no dobrze, nie noszę żadnych garsonek…) Tańczymy „na czysto”. Nie czuć więc tego dyskotekowego odoru potu zmieszanego z wypoconym i wydychanym alkoholem. Radość, radość, radość! A potem powrót taksówką przez pustą Warszawę. Stopy pieką tak, że ledwo mogę wejść po schodach.

Nie

Mówienie ludziom „nie” jest wspaniałą rzeczą, jest to część przebudzenia. I zrozum, to nie jest egoizm. Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje się najwłaściwsze. To jest egoizm. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem.

Anthony de Mello, „Przebudzenie”.