Dzień dziecka

Dziś zadbałam o swoje wewnętrzne i zewnętrzne dziecko. Były lody, balony, żelki, soczek ze słomką, nawet kabanos, chleb ze smalcem, ogórek kiszony i oscypek – czyli zabójcza mieszanka dla każdego dorosłego żołądka. Było oglądanie straganów z palemkami, tańczenie przy katarynce, wrzucanie monet do kapeluszy ulicznych grajków. Było głaskanie wyrzeźbionego lwa i chwytanie warszawskiej syrenki za ogon. Fajnie było!

Po południu i wieczorem spokój, taka twórcza medytacyjność.