Powiślańska Odyseja

Któreś z plemion Indian północnoamerykańskich ma ponoć taki zwyczaj, że jak chłopiec ma stać się mężczyzną, to wyrusza w kilkudniową samotną podróż. Wszystko co mu się przydarza w czasie tej podróży służy do odnalezienia osobistego mitu i wyboru dorosłego imienia. Ja dziś również wyruszyłam na taką symboliczną wędrówkę, w każdym razie tak to odczuwałam. Cel podróży prozaiczny – rozwieszanie ogłoszeń o poszukiwaniu mieszkania na warszawskim Powiślu. Prawie jak Odyseusz – spotkałam swojego cyklopa i inne dziwne postacie. Jedne przychylne, inne neutralne, jeszcze inne w pewien sposób wrogie. Zwieńczeniem podróży była piękna rajska jabłoń w pełnym rozkwicie i zabawna scenka.

Mocno wstawiony robotnik kupował kwiaty u babci siedzącej na chodniku.

Robotnik: Szanowna pani woli kartą czy przelewem?

Babcia (z kamienną twarzą): Dziś tylko gotówka, terminal nawala.

Nie wiem dlaczego, ale jak usłyszałam ten absurdalny dialog, to poczułam że w tej okolicy może być mój dom.

3 uwagi do wpisu “Powiślańska Odyseja

  1. Przypowieść z kwiatami jest mi mi bliska. Dawno temu urządzałam od nowa kuchnię. Zobaczyłam cudowne kafelki, w których z miejsca zakochałam się. Cała kuchnia z czarnymi blatami była konsekwencją tej miłości od pierwszego wejrzenia, do kafelków. Potem o tym myślałam za każdym razem, gdy ścierałam czarne blaty – widac na nich każdy okruszek, każdy meszek i każdy włos naszych kotów. Gdy będę teraz urządzać nowe lokale, o tych czarnych blatach nie zapomnę.
    Powodzenia!!!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s