Notatki z odosobnienia

Na zachód
Na zachód

Czerwiec był dla mnie miesiącem podróży. Zaczął się od wyjazdu na wschód, do Międzyrzeca, a skończył podróżą na zachód – do klasztoru benedyktynów w Lubiniu. W tym miejscu od ponad 20 lat regularnie co miesiąc odbywają się odosobnienia medytacyjne. Może tu przyjechać każdy, niezależnie od wyznania, przekonań czy poglądów. Lubiński klasztor odwiedzają między innymi mnisi buddyjscy. Miejsce na sesji medytacyjnej trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem , ponieważ zainteresowanie jest tak duże. Ja zapisałam się w grudniu ubiegłego roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia.

Klasztor benedyktynów w Lubiniu od strony podwórza
Klasztor benedyktynów w Lubiniu od strony podwórza

Lubiń to niewielka miejscowość kilkadziesiąt kilometrów od Poznania. Chociaż formalnie jest wsią, to okolice klasztoru przypominają małe miasteczko. Położony na wzniesieniu klasztor razem z kościołem św. Leonarda góruje nad okolicą. Początki życia monastycznego w tym miejscu sięgają jeszcze XI wieku. Klasztor miał ufundować król Bolesław Śmiały. Mnisi przybyli do Polski z Leodium (dziś Liege) w Belgii.

Lubiń był przez wiele stuleci silnym ośrodkiem kulturalnym. Prężnie działało tu skryptorium, gdzie misi zgodnie z regułą św. Benedykta bracia przepisywali księgi. Biblioteka klasztorna według spisu z 1837 r. liczyła 5525 tomów.

Teraz w Lubiniu mieszka 12 mnichów. Jednym z nich jest o. Maksymilian Nawara, który odpowiada za ośrodek medytacyjny. To młody, 30-letni mnich z żywym spojrzeniem i głową ogoloną „na rekruta”. Sesja rozpoczyna się w piątek o 16:00 instrukcją, w jaki sposób mamy siedzieć podczas medytacji. Żeby wytrwać 25 minut w kompletnym bezruchu nie można siedzieć jakkolwiek. Od siedzenia „jakkolwiek” natychmiast zaczyna boleć kręgosłup, kolana, łydki, wszystko. Od siedzenia według instrukcji też boli, ale mniej. Od 16:30 w piątek do 9:00 w niedzielę obowiązuje nas zalecenie milczenia. Mamy również nie czytać, nie słuchać muzyki, nie dzwonić. Generalnie – nie myśleć. Nie myślenie jest jeszcze trudniejsze niż siedzenie bez ruchu. Ale to nic. O. Nawara pociesza, że natłok myśli, obrazów, emocji podczas medytowania to norma nawet po latach regularnej praktyki. Mówi też, że nie medytuje się „po coś”. Żeby osiągnąć wewnętrzny spokój czy cokolwiek innego. Medytuje się dla samego medytowania. Ci, którzy mają jakiś cel – nawet najbardziej duchowy – szybko się rozczarowują i zarzucają praktykę.

Sala do medytacji
Sala do medytacji

W czasie trzech dni wstajemy koło 5:30 . O 6:00 towarzyszymy mnichom w porannych modlitwach. Potem sesja medytacyjna, śniadanie, praca fizyczna, znowu medytacja, znowu modlitwa, obiad, modlitwa, medytacja, kolacja, medytacja, modlitwa. Rytm klasztornego życia przebiega spokojnie i powtarzalnie. Prawdopodobnie niewiele się zmienił w ciągu tego 1000 lat pobytu benedyktynów w Polsce. Tak jak przed wiekami, mnisi wciąż przepisują Pismo Święte, pracują 7 godzin dziennie, 2 godziny czytają Biblię i 3 godziny się modlą, zgodnie z Regułą, która mówi, że „bezczynność jest wrogiem duszy”.

O. Maksymilian Nawara – pierwszy od lewej w górnym rzędzie
O. Maksymilian Nawara – pierwszy od lewej w górnym rzędzie

W klasztorze panuje cisza, spokój, porządek. Zarówno zabudowania, jak i podwórze i ogród są czyste i zadbane. Poza 12 mnichami mieszkają tu dwa koty i na wpół oswojona przez o. Nawarę pustułka. Ptak gnieździ się na dzwonnicy. Często można go było zobaczyć, jak siedział na parapecie za oknem sali medytacyjnej, gdzie z zaciekawieniem i uwagą przyglądał się ludziom, którzy mniej lub bardziej nieruchomo siedzieli na okrągłych poduszkach i patrzyli przed siebie.

W czasie sobotniej konferencji o. Nawara podkreśla znaczenie codziennej praktyki. – O naszej duchowości nie decyduje weekend w Lubiniu – mówi. – Liczy się to, czy każdego dnia, niezależnie od chęci , niechęci, zmęczenia, rozleniwienia, znajdziemy w sobie zaangażowanie do pracy i medytacji. To właśnie na tym małym, codziennym wysiłku opiera się reguła św. Benedykta.  Nie chodzi tu o wielkie mistyczne przeżycia, ale właśnie o przysłowiową „benedyktyńską cierpliwość”, która może wydawać się jałowa i nudna, ale równocześnie jest bardzo piękna.

Klasztorna pustułka zagląda do sali medytacyjnej
Klasztorna pustułka zagląda do sali medytacyjnej

Sesja kończy się ceremonią koła, podczas której uczestnicy dzielą się swoimi przeżyciami. Jedni mówią tylko proste „dziękuję”, inni opowiadają, jak trudno było po prostu siedzieć. Często pojawia się wdzięczność za pracę. Ktoś pieląc chwasty na grządce z dyniami odkrył, że przyjazd tutaj też jest takim „pieleniem chwastów”. Ktoś stwierdził, że gdyby w domu pracował choć z połową takiego zaangażowania, jak w Lubiniu, to większość problemów sama by się rozwiązała.

Potem ostatnie wspólne śniadanie w refektarzu. Już można mówić. Pakowanie bagaży. I powrót „do świata”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s