I znowu niedziela

W głowie „Szachinszach” (skończony) i jak zawsze wielki podziw dla Ryszarda Kapuścińskiego. Pisze tak, że czuję, jakbym z nim mieszkała w hoteliku w Teheranie, oglądała wystąpienia Chomeiniego nadawane przez irańską telewizję, obserwowała wznoszenie i upadek barykad. Utkwiła mi w głowie historia 9-letniego chłopca utrzymującego całą 6 osobową rodzinę. Matka z rodzeństwem mieszkała ponad 1000 km od Teheranu. On od rana do nocy wypiekał chlebki w głębokich na 3 metry piecach-studniach. Ale po kilku tygodniach tak tęsknił za matką, że wsiadał do autobusu i jechał te 1000 km do domu. Po kilku dniach nędza znowu pchała go do stolicy. Wracał na plac, gdzie bezrobotni najemnicy szukali kogoś, kto by ich zatrudnił.

A u mnie wieczorna wyprawa na basen, a potem długi spacer razem z mężem, gdzieś na granicy między miastem a okolicznymi łąkami i polami. Żywego ducha poza nami. Najgłośniejszy dźwięk to stukot moich obcasów. Ciche zacienione uliczki, wysadzane wiekowymi akacjami. Sypiące się mury. W ogrodach staroświeckie lilie i malwy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s