Lekcja uważności

Thich Nhat Hanh
Thich Nhat Hanh

Pewnego wieczoru, wróciwszy do mojej pustelni ze spaceru po wzgórzach, zobaczyłem, że wszystkie drzwi i okna są pootwierane. Wychodząc z domu, nie zabezpieczyłem ich i zimny wiatr pootwierał okna i porozrzucał papiery z biurka po całym pokoju. Czym prędzej pozamykałem drzwi i okna, zapaliłem lampę, pozbierałem papiery i ułożyłem je schludnie na biurku. Potem rozpaliłem ogień w kominku i niebawem trzaskające polana na nowo ogrzały pokój.

Czasami w tłumie czujemy się zmęczeni, zmarznięci i samotni. Może przyjdzie nam wtedy chęć wycofać się gdzieś, gdzie będziemy mogli pobyć sami i ogrzać się na nowo, tak jak ja w mojej pustelni, przy kominku znajdując schronienie przed zimnym, wilgotnym wiatrem. Naszymi oknami na świat zewnętrzny są zmysły. Czasami wdziera się przez nie wicher i wszystko w nas wywraca. Wielu z nas nigdy nie zamyka tych okien i pozwala, aby obrazy i dźwięki świata wdzierały się w nas, przenikały do szpiku kości i ziębiły nasze smutne, udręczone ja.

Thich Nhat Hanh, „Słońce moim sercem. Od uważności do kontemplacyjnego wglądu”, Jacek Santorski & Co Agencja Wydawnicza, Warszawa 2008.

Z Thich Nhat Hanh’em spotkałam się po raz pierwszy podczas tegorocznego urlopu. Skończyły mi się książki do czytania i wyruszyłam na poszukiwania czegoś nowego po okolicznych księgarniach. Na półkach głównie podręczniki, lektury, romanse i literatura patriotyczna związana ze zbliżającą się rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego. Bardzo zrezygnowana dotarłam do jeszcze jednej księgarni. Tu oczywiście też podręczniki i romanse, ale pomiędzy „Jankiem Muzykantem”, najnowszą powieścią Danielle Steel i zestawem multimedialnym „Wesoła szkoła” moją uwagę przykuła niewielka książeczka z biało-czarną okładką. To był „Cud uważności: zen w sztuce codziennego życia: prosty podręcznik medytacji” autorstwa wietnamskiego mistrza zen Thich Nhat Hanh’a. Ponieważ od jakiegoś czasu staram się codziennie praktykować medytację, książka od razu mnie zainteresowała.

Thich Nhat Hanh to niezwykła postać, której biografia mogłaby zająć wiele setek stron. Trudno uwierzyć, że ten cichy, szczupły mnich z delikatnym uśmiechem na twarzy, to prawdziwa legenda ruchu antywojennego, nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Martin Luther King powiedział o nim „Nie znam nikogo godniejszego Pokojowej Nagrody Nobla niż ten łagodny mnich z Wietnamu”.

W 1964 r. stworzył w Sajgonie Młodzieżową Szkołę Służby Społecznej. Jej członkowie zakładali szkoły, szpitale, odbudowywali zrujnowane podczas wojny amerykańskie wioski. Dwa lata później przyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie nakłaniał rząd do wycofania się z Wietnamu. Podczas paryskich rozmów pokojowych w 1969 r. przewodniczył buddyjskiej delegacji. W latach 70-tych aktywnie pomagał tzw. „boat people” – uciekinierom z Wietnamu, którzy ryzykując życie na własną rękę przeprawiali się przez morze do Tajlandii i Singapuru. Zakładał na całym świecie klasztory i centra medytacyjne. Od początku lat 80-tych mieszka w Plum Village – ośrodku medytacyjnym, który założył na południu Francji. Biegle włada francuskim, angielskim, chińskim, sanskrytem, pali i japońskim. Napisał kilkadziesiąt książek.

Jedną z tych książek był „Cud uważności: zen w sztuce codziennego życia: prosty podręcznik medytacji”, który w lipcu przypadkiem trafił w moje ręce. Potem kupiłam jeszcze „Spokój to każdy z nas” i „Słońce moim sercem”. Thich Nhat Hanh pisze prosto, obrazowo i zarazem pięknie. Uczy, jak żyć wolniej i uważniej.

Troje dzieci, dwie dziewczynki i chłopczyk, przyszło dzisiaj ze wsi, żeby pobawić się z Thanh Thuy Wszyscy czworo pobiegli się bawić na stoku wzgórza za naszym domem, a mniej więcej po godzinie wrócili, żeby poprosić o coś do picia. Wyjąłem ostatnią butelkę soku jabłkowego domowej roboty i nalałem każdemu z nich po pełnej szklance, na końcu podchodząc do Thuy. Ponieważ dostał jej się sok z dna butelki, były w nim drobiny miąższu. Gdy zobaczyła, że sok jest mętny, nadąsała się i nie chciała pić. Tak więc cała czwórka wróciła do zabawy na wzgórzu, a Thuy nic nie wypiła.

Pół godziny później, gdy akurat medytowałem w swoim pokoju, usłyszałem jej wołanie. Thuy chciała sobie nalać szklankę wody, ale nawet stając na paluszkach, nie mogła dosięgnąć kranu. Przypomniałem jej o szklance soku na stole i poprosiłem, żeby wypiła go w pierwszej kolejności. Spojrzała na sok i zobaczyła, że miąższ osiadł na dnie, a sok stał się klarowny i apetyczny. Podeszła do stołu i wzięła szklankę w obie ręce. Wypiwszy połowę, odstawiła szklankę i spytała.

– Czy to inny sok, wujku mnichu? – tak się zwykle zwracają wietnamskie dzieci do starszych mnichów.

– Nie, odpowiedziałem. – to ten sam sok, co wcześniej. Posiedział sobie trochę spokojnie i teraz jest przejrzysty i apetyczny.

Thuy przyjrzała się szklance jeszcze raz i stwierdziła:

– Jest naprawdę dobry. Czy on medytował tak jak ty, wujku mnichu?

Roześmiałem się i pogłaskałem ją po główce.

– Powiedzmy raczej, że to ja, kiedy siedzę, naśladuję sok jabłkowy; to będzie bliższe prawdy.

(Thich Nhat Hanh, „Słońce moim sercem. Od uważności do kontemplacyjnego wglądu”).

W naszym szybkim świecie nastawionym na realizację celów, myślenie zadaniowe i wymierne rezultaty bardzo trudno jest zachować wewnętrzny spokój i harmonię. Thich Nhat Hanh to cierpliwy i łagodny nauczyciel, który bez patosu i dydaktyzmu uczy trudnej sztuki życia.

2 uwagi do wpisu “Lekcja uważności

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s