Brutalne prawo aktuariatu

Coś jakby ruszyło z tym kryzysem. W okolicy redakcji zaczęły pojawiać się nowe punkty usługowe, zapełniając puste miejsca po tych, które z różnych powodów kończyły działalność w ciągu ostatnich 18 miesięcy. Najpierw pojawił się punkt ekspresowej produkcji wizytówek , małe biuro turystyczne, a wreszcie sex shop. Ciekawe, czy się utrzyma i kto będzie do niego zaglądał. Może pracownicy sąsiedniej Polskiej Agencji Prasowej? A może bywalcy baru „Boryna”, który pamięta jeszcze czasy wczesnego Jaruzelskiego? Na nasze piętro wprowadza się fundacja „Aktywni”, zastępując holenderską spółkę internetową. Nowa firma specjalizująca się w marketingu internetowym osiadła dwa piętra pod „Gazetą Ubezpieczeniową”. Także w nieruchomościach coś rusza. Od jakiegoś czasu sprzedaję mieszkanie , ale w ostatnich tygodniach telefon dzwoni coraz częściej i częściej.

Za to zaprzyjaźniony agent ubezpieczeniowy, który ubezpiecza prawie całą moją rodzinę, ma coraz głębsze cienie pod oczami. Na pytanie o urlop uśmiecha się smętnie i pyta „pani Olu, jaki urlop…”. Żona niedomaga, najstarsza córeczka dopiero co wyszła ze szpitala po ciężkiej salmonelli. Dwie młodsze bliźniaczki, odpukać ,zdrowe. Poza tym praca, praca, praca. Patrzę na jego zmęczoną twarz i zastanawiam się, jak długo da radę funkcjonować działając na takich obrotach? Czy można wykupić polisę na wypadek permanentnego przepracowania?

Przypomina mi się anegdota Stevena Covey’a o drwalu, który był tak zajęty wycinką drzew, że nie miał czasu ostrzyć piły. Potem myślę o tym, że o wiele łatwiej widzieć cudze problemy, niż swoje własne. Błędny wyraz oczu mojego agenta bardzo przypomina mi, że sama niejednokrotnie doprowadzałam się do skraju wyczerpania. Teraz staram się pamiętać, jak ważny jest odpoczynek, medytacja, czas na spotkania z ludźmi. Jednak jakiś głos z tyłu głowy woła: szybciej, więcej, bardziej efektywnie… Jednak na co komu lepsze wyniki, jeśli nie ma się siły żeby się nimi cieszyć?

Jak trudno jest doceniać najprostsze rzeczy! Uświadomiłam to sobie, robiąc przez kilka dni zakupy starszej sąsiadce. To emerytowana nauczycielka, która od wielu lat nie wychodzi w ogóle z mieszkania. Trzy piętra to wyzwanie, które już dawno ją przyrosło. Skacząc po dwa stopnie na raz i wymachując zieloną torbą na zakupy myślę, jakie to szczęście, że mogę na własnych nogach wyjść z domu. Że mam pracę i pieniądze, pozwalające na zrobienie zakupów. Że sklepy w mojej okolicy są zaopatrzone. Nie ma głodu, wojny ani innej zarazy. To niby oczywiste, ale przecież tyle ludzi na świecie nie ma tego szczęścia.

Po corocznym odnowieniu swojej polisy NNW mama mówi do mnie: zgadnij ile być dostała pieniędzy po mojej śmierci. Nie udaje mi się zgadnąć. Pytam, ile ona by dostała, gdybym to ja umarła? Znowu pada suma. To takie nasze ubezpieczeniowe żarty.

Tymczasem mój mąż razem ze swoim kolegą zdobywali przez ostatni tydzień szczyty rumuńskich Karpat. Oczywiście ubezpieczeni na wszystkie możliwe sposoby. Przejrzałam jeszcze przed wyjazdem OWU (kolejne ubezpieczeniowe dziwactwo). Akcje ratownicze, śmigłowce, sanie, pomoc medyczna, pobyt w szpitalu z osobą towarzyszącą, transport zwłok do kraju… Przecież w górach telefony komórkowe często nie mają zasięgu. Co by było, gdyby rzeczywiście się coś stało? W jaki sposób wezwać pomoc? Gdyby człowiek myślał o wszystkich zagrożeniach, które mogą go spotkać, to pewnie nie wychodziłby z domu. Chociaż nawet tam nie jest się do końca bezpiecznym. Moja przyjaciółka złamała nogę z przemieszczeniem zaledwie kilka kroków od drzwi wejściowych do własnego mieszkania…

Ta sama przyjaciółka od złamanej nogi ma teraz poważne problemy ze swoim kotem, który niestety zachorował na nowotwór. Badania, konsultacje, recepty, tabletki, bezradność wobec choroby. Jestem ciekawa, czy są jeszcze na rynku polisy zdrowotne dla zwierząt domowych? Pamiętam, że kiedyś PZU miało ubezpieczenie „Cztery łapy”. Sprawdzam w internecie i rzeczywiście, „Cztery łapy” wciąż są dostępne dla zwierzaków w wieku od 1 do 6 lat. Kot przyjaciółki ma już 13, więc i tak podwójnie się nie kwalifikował. No tak, podobna zasada obowiązuje też dwunożnych. Emerytom nikt już nie da abonamentu na usługi ochrony zdrowia. Brutalne prawo aktuariatu. Nawet najlepsze ubezpieczenie nie ochroni przed prawami natury.

Na przystanku autobusowym obserwuję matkę z córką. Matka grubo po pięćdziesiątce, siwiejąca, zmęczona życiem, ale uśmiechnięta. Córka pewnie koło trzydziestki, poważnie upośledzona umysłowo. Idzie z mamą za rękę, coś jej głośno i entuzjastycznie tłumacząc. Co ją czeka, gdy zabraknie tej matczynej ręki? Można wątpić, czy starsza kobieta ma ubezpieczenie na życie.

Na forum internetowym Senior.pl, na którym aktywnie udziela się od jakiegoś czasu moja babcia, trwa zagorzała dyskusja na temat domów tak zwanej spokojnej starości (oj, ponury to chyba spokój). Jedna z dyskutantek pisze: „Starość jest źle pomyślana, przez kogoś tam na górze. Jeśli będę już gotowa, bo nikomu niepotrzebna, nie dająca sobie rady to….. odejdę i sama to sobie zorganizuję. Wiem, że to brutalnie i desperackie co napisałam, ale nie mam ani środków na taki dom, ani chęci by ktoś się mną opiekował, tylko dlatego, że łapię powietrze”.

Warszawa powoli żegna się z latem. Chociaż wieczorami kawiarniane ogródki wciąż są przepełnione, to coraz częściej z północy wieje chłodny wiatr zwiastujący jesień.

2 uwagi do wpisu “Brutalne prawo aktuariatu

  1. żarty żartami, ale kiedy ostatnio mama pokazała mi polisy ubezpieczeniowe swoją i taty to dosłownie nazajutrz tato trafił do szpitala. od tamtej pory raczej nie poruszam tego tematu, tak na wszelki wypadek.
    a dziś dzwonili do mnie z ING i nie mogli uwierzyć, że nie mają w swojej ofercie niczego, co by mi w danym momencie pasowało.

    Polubienie

  2. Te słowa napisałam na forum Senior pl i cały czas trzymam się wytyczonej drogi. Przykro mi, że tak to widzę, ale w stopce mam napisane, że już mnie chyba w życiu nie zdziwi. Pozdrawiam, a blog Pani dodaję do ulubionych.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s