Więcej o ludziach

1 września. Na placu zabaw, gdzie przychodzę prawie codziennie razem z moją córką, średnia wieku podniosła się z 4 do jakichś 15 lat. Uczniowie, przeważnie gimnazjaliści, w białych bluzkach lub koszulach  (zależnie od płci) siedzą z papierosami w rękach i popijają piwo. Nie wiem czemu upodobali sobie akurat plac zabaw – może dlatego, że sami są zawieszeni między dzieciństwem a dorosłością. Słońce grzeje mocno, ale przy każdym podmuchu wiatru z drzew spada kilka zeschłych liści. Gdy ja siedzę z Emilką w piaskownicy i pracowicie wyrabiam piaskowe misie, trwają obchody wybuchu II Wojny Światowej. Przed 70-laty gimnazjalistów czekał okrutny koniec dzieciństwa. Może to dobrze, że dziś mogą beztrosko bawić się w dorosłość.

W tym całym rocznicowym szumie, pełnym napięć i rozliczeń, zabrakło mi głosów tych, co sami pamiętają wojnę. Babcia mojej przyjaciółki mieszkająca w Siennicy pod Krasnymstawem złości się na telewizor. „Oj chłopcy, chłopcy, gdybyście sami tam byli!” Ona miała kilkanaście lat, gdy wybuchła wojna. Z siedmiu braci sześciu służyło w Armii Krajowej. Siódmy, najmłodszy brat był za młody. Odpowiedni wiek osiągnął dopiero koło 1947 r. Próbował sfałszować metrykę, żeby uniknąć poboru, ale nic z tego nie wyszło. Razem z wujem trafili w Bieszczady, chcąc nie chcąc współtworząc akcję „Wisła”. Po powrocie do domu brat nic nie mówił, tylko kiwał głową. Wuj też niewiele się odzywał, powiedział kiedyś tylko że to było straszne i babcia mojej przyjaciółki to właśnie zapamiętała. Dziś z dziewiątki rodzeństwa zostało tylko dwoje.

Moja własna babcia, która w 1939 r. kończyła cztery lata, tak wspomina tamte dni:

„Rankiem 1 września do okien zastukała nasza znajoma, pani Klimczykowa i zawołała: „Panie Wolski, wojna”. W tym samym czasie wypadły deski z łóżka, na których spoczywał siennik wypchany słomą. Nieco później, może za dzień lub dwa, tato dostał kartę powołania na front. Miał lat 30. Przed pójściem na front odprowadzał nas – mamę, moją siostrę przyrodnią, mnie i moja ukochaną kozę Sarnę, do babci Antosi. W tobołkach, które nieśliśmy była pierzynka i niezbędne przedmioty. Ojciec pożegnał się i odszedł, a my dla lepszego bezpieczeństwa przenieśliśmy się na pole. Było ciemno. Mama przykryła nas pierzynką, wydoiła kozę i dała nam ciepłego mleka. Nie rozumiałam dlaczego nasza Sarna mogła tym razem jeść kapustę rosnąca na polu babci bez żadnych ograniczeń. Wiedziałam, że kozę zawsze wypędzano z kapusty. Mama wytłumaczyła nam, że musimy być cicho i koza również, a będzie cicho tylko wówczas, gdy nie będzie głodna. W dali widoczna była łuna – to Niemcy zrzucali bomby i podpalali domy”.

Czy moja babcia po tylu latach ma żal do Niemców? Chyba nie. Jednak powtarza, że nie może uwierzyć, że ma konto bankowe w Deutsche Banku. Stało się to przypadkiem, kiedy regionalny świętokrzyski bank został wykupiony przez niemieckiego potentata. Gdy babcia o tym mówi, smutno się uśmiecha, ale konta nie likwiduje.

O wojnie do ostatnich dni życia nie zapomniała też moja druga babcia, rocznik 1902 r. Przeżyła przecież obie Wojny Światowe. Jeszcze w ostatnich miesiącach przed śmiercią, gdy rozum odmawiał już posłuszeństwa (miała wtedy 93 lata) budziła się z okrzykiem „wojna” i starała się chować jedzenie, które było w domu. Chowała również część  obiadów, śniadań i kolacji, bo wojnie w jej pamięci zawsze towarzyszył głód. Ten głód pozostał w pamięci jako najsilniejsze wspomnienie, gdy przestała już rozpoznawać najbliższą rodzinę i pewnie samą siebie.

Właśnie mija godzina 21. Zapalam w oknie lampkę. Dom Spotkań z Historią zachęca, by w ten sposób uczcić ofiary totalitaryzmów. Jedną z tych ofiar jest mój stryj Jerzyk, który zginął już w 1945 r. podczas alianckich bombardowań Wiednia. Miał 18 lat. Ot wojenna ironia losu.

W rodzinie i w telewizorze trwają burzliwe dyskusje. Chciałabym, żeby mówiło się mniej o polityce, a więcej o ludziach.

3 uwagi do wpisu “Więcej o ludziach

  1. niemieccy specjaliści od pamięci historycznej dzielą historię na „podręcznikową” i „albumową” – indywidualną, rodzinną, istniejącą we wspomnieniach. ta pierwsza to pamięc o oficjalnych wydarzeniach, polityce. ta druga to pamięć o jednostkach i ich losach. w tych obchodach brakuje własnie tej drugiej.

    Polubione przez 1 osoba

  2. też mi się wydaje, że dzisiejsza polityka „obchodowa” oderwała się od ziemi. Gdy wspomina się miliony ofiar, to są to liczby tak wielkie i abstrakcyjne, że odrealniają się. Nie zapomnę wrażenia z muzeum w Jerozolimie, gdzie pamięć setek tysięcy żydowskich dzieci, które zginęły w czasie wojny, czci się poprzez migające płomyki świec i wyczytywanie nazwisko po zazwisku ofiar holokaustu. Ofiary mają twarze i nazwiska. Dziękuję Olu za przypomnienie losów kilku osób z rodziny. Proste i przejmujące.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s