Po omacku

Z pędzlem
Z pędzlem

Pierwszy raz od lat (od szkoły podstawowej?) miałam dziś w ręku pędzel i farby. Okazja – 3. urodziny Mateusza, syna mojej przyjaciółki. W mojej rodzinie artysta siedział na artyście. Może stąd przekonanie, że ja nie mam zdolności. Stąd może ta dziwna panika, kiedy przyjaciółka zaproponowała, że da mi pędzel i kartkę. Po chwili wahania wzięłam ten pędzel i spędziłam niezwykłe 40 minut na zabawie kolorem. Wyprawa do innego, nowego świata. Wielka radość.

Kolejny szok: Ilona pokazuje mi swoje skrzypce i pyta, czy nie chciałabym spróbować zagrać? Nieśmiało i niezręcznie biorę instrument do ręki. Nie wiem gdzie się trzyma smyczek, gdzie się gra. Gdy wydobywam z biednych skrzypiec pierwsze jęczące, nieporadne dźwięki czuję wielką radość. Zawsze myślałam, że jestem głucha jak pień. Może jestem, może nie jestem. Jedno jest pewne – muzyka może przynosić mi wielką radość. I tak odkrywam kolejne obszary „sztuki”. Trochę jak dziecko – niezdarnie, ale z pasją i radością.