Z Powązek

Na Powązkach
Z tatą

Niedziela. Jadę z rodzicami na Powązki Wojskowe. Wszystkich Świętych kojarzy mi się z zimnem, wiatrem, wiewiórkami (zawsze je karmiłam) i hot dogami. Z hot dogami dlatego, że rodzice po wyjściu z cmentarza kupowali mi hot doga. Tylko raz w roku.

W tym roku Powązki pełne słońca, delikatnej mgły, złotych i czerwonych liści. Nie karmię już wiewiórek, ani tym bardziej nie jem hot dogów. Patrzę na brzozowe żołnierskie krzyże, kaskady zniczy wokół grobów Jacka Kuronia i Marka Kotańskiego. Uśmiecham się do tych dwóch niepokornych duchów. Zapalam pomarańczową lampkę.

Mama, która dopiero co wróciła z Egiptu, opowiada nam o sądzie nad duszą zmarłego według staroegipskiej mitologii. Serce zmarłego kładziono na jednej szali wagi. Na drugiej – piórko. Jeśli serce było cięższe niż piórko, zmarły nie mógł stanąć przed obliczem Horusa.

Oby nasze serca były lekkie jak piórka.