Zdarzenie ubezpieczeniowe i „radzenie sobie”

W ubezpieczeniach majątkowych są szkody, które się likwiduje. W życiowych są „zdarzenia” z którymi nie wiadomo co się robi. Niestety w wielu przypadkach niewiele zostaje do zrobienia. Listopad okazał się takim miesiącem zdarzeń ubezpieczeniowych. Zaczęło się od rzeczywistej lub urojonej epidemii świńskiej grypy. Zachorowali rodzice mojej przyjaciółki. Grypa wydawała się zwykła, wcale nie świńska. Ale mamie jakoś się nie poprawiało.

Po kilku dniach trafiła do szpitala. Zdiagnozowano sepsę, zapalenie płuc. Zaburzenia funkcjonowania nerek i wątroby. Utrata przytomności, respirator. Walka o każdy oddech, o życie. Ot, zdarzenie ubezpieczeniowe. Pytam przyjaciółki, czy mama jest ubezpieczona? Raczej nie, chociaż nie wiadomo. Tylko ona to wie. Pierwszy wniosek: rodzina powinna wiedzieć, czy i gdzie jesteśmy ubezpieczeni. Powinna mieć numer agenta ubezpieczeniowego, który pomoże zorientować się w sytuacji. Czytaj dalej