Wdech-wydech

Nowe baletki – tym razem ze skóry, a nie z materiału. Różnica totalna – wreszcie przestały mnie boleć łydki od tańczenia! Dziś pierwsze zajęcia męskich „Rytmów życia”, grupy choreoterapeutycznej dla mężczyzn uzależnionych i DDA. Po raz kolejny mogłam się przekonać, że taniec naprawdę uzdrawia, a bycie świadkiem procesu uzdrawiania to przywilej, za który jestem ogromnie wdzięczna. Czytaj dalej

Z nogami w chmurach

Freedance do północy. Już w wieku lat 27 wbiegłam do taksówki. Wcześniej dużo mocnego tańca. Po otwarciu okna do sali zaczęły wpływać kłęby najprawdziwszych chmur (różnica między temperaturą za oknem a w środku około 45 stopni). I tak tańczyłam kolejny rok swojego życia z nogami (a nie głową) w chmurach. A dziś przed południem 2-godzinny masaż Lomi Lomi, który usunął z ciała wszystko to, czego nie zdołał usunąć wczorajszy taniec. Czuję się zmęczona i czysta w środku.

Z okazji urodzin sprzątnęłam biurko. Zapisałam się na superwizję w Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces. W głowie piszą mi się fragmenty pracy dyplomowej. Szkice kolejnych artykułów. Nowe projekty.

Dla ducha i dla ciała

Nowe nabytki: „Zranione stany świadomości” Bogny Szymkiewicz i „Czynniki leczące w psychoterapii” Jana Czesława Czabały. Zmówiłam też w Empiku „Dance Movement Therapy: A Creative Psychotherapeutic Approach” i „Dance Movement Therapy: Theory, Research and Practice”.

To dla ducha. Dla ciała w tym tygodniu Freedance przy bębnach (bum, bum, bum…), a w sobotę hawajski masaż Lomi Lomi (mmm).

Miło mi się wchodzi w 28. rok życia!