Czy jest życie przed śmiercią?

Niedawno zaczęłam prowadzić konsultacje z twórczego myślenia, a dokładniej z przełamywania twórczego kryzysu. Tymczasem, o ironio, siedzę od dłuższego czasu przed pustym ekranem (kiedyś napisałabym: czystą kartką) i trudno mi napisać cokolwiek. Lekarzu, lecz się sam…

Podstawowa trudność polega na tym, że jutro o 8:30 moja babcia ma poważną operację wycięcia nowotworu. Nowotwór nosi symbol G1 (nazywamy to w rodzinie g***o prima sort), co oznacza, że ma najniższy stopień złośliwości. G1. G1. G1. Gie-Jeden. Brzmi jak nazwa tajemniczej planety z opowiadania Stanisława Lema. Albo nazwa autostrady. Albo kryptonim tajnego agenta, coś jak J-23. Albo nazwa formularza w urzędzie. Albo oznaczenie na parkingu podziemnym. Ale tak naprawdę, to nie umiem sobie wyobrazić kim albo czym jest ten tajemniczy, żarłoczny G1.

Babcia przed pójściem do szpitala przygotowała testament, a w nim szczegółowe dyspozycje dotyczące ewentualnego pogrzebu. Mama, siłą rozpędu, również uporządkowała wszystkie swoje papiery, polisy życiowe i inne „ostateczne” dokumenty i pokazała mi, w której są szufladzie. „Jak by co”. Ja jeszcze niczego nie uporządkowałam, nawet tegorocznych PIT-ów. Za to bardziej intensywnie doświadczam swojego życia. Odważniej sięgam w stronę swoich marzeń. Na co mam czekać? Na swojego agenta G1?

Wśród przyjaciół i znajomych mojej babci nastąpiło prawdziwe pospolite ruszenie. Najbliższe przyjaciółki, pielęgniarki z zawodu, ustaliły dyżury i mają czuwać nad nią przez pierwsze noce po operacji. Skrzynka e-mailowa pęcznieje od życzeń szybkiego powrotu do zdrowia. Sprawdza się zasada, że miłość wysyłana do świata zawsze wraca. Ale i tak na stole operacyjnym człowiek zostaje sam ze swoim G1. Bliscy muszą czekać za drzwiami.

Dziś pierwszy raz od wielu dni temperatura przekroczyła +5 stopni. Stosy śniegu na ulicach Warszawy coraz mniejsze. Może w tym roku jednak będzie wiosna? Na szczęście śnieg zalegający na dachach stopniał już parę tygodni temu. W czasie odwilży zalało wszystkich sąsiadów i klatkę schodową, tylko nasze mieszkanie nie ucierpiało. Może dlatego, że jako jedyne było ubezpieczone?

Kupujemy z mężem mieszkanie, częściowo na kredyt. Zgodnie z umową zadłużenie mamy spłacić w wieku 62 (ja) i 71 lat (mąż). „A co jeśli któremuś z nas coś się stanie?” „Nie martw się, mamy po dwie polisy na życie na głowę. Jedna dla banku, druga dla rodziny”. Obliczyłam, że na chwilę obecną mamy w rodzinie 14 polis: dwie na życie, trzy zdrowotne, dwie inwestycyjne, jedna posagowa, dwie emerytalne, dwie NNW, jedno ubezpieczenie mieszkania, jedno ubezpieczenie karty kredytowej. To się nazywa przezorność!

Niech moją potencjalną śmiercią martwi się zatem mój zakład ubezpieczeniowy, ja zamierzam zajmować się moim życiem. Regularnie chodzę na warsztaty tańca, raz w miesiącu na hawajski masaż Lomi Lomi. Kończę studia podyplomowe, myślę o kolejnych. Prowadzę warsztaty, które przynoszą mi wiele satysfakcji. Lubię swoją pracę. Mam pomysły na najbliższe 20 lat. Żyję.

Seminaria Briana Tracy są o 1/3 tańsze, niż przed rokiem. Dlaczego to mnie martwi? Może skoro największe sławy tną stawki, to już nie jest dobrze. Pierwszy raz od lat seminarium zostało podzielone na dwie odrębne części i można uczestniczyć tylko w jednej. Brian Tracy Brianem Tracy. I tak najlepszy system szkoleń przygotowuje samo życie, konfrontując z trudnymi sytuacjami. Lekcje są powtarzane do oporu, aż człowiek w końcu się nauczy. Przy diagnozie potrzeb szkoleniowych powinno się pytać: „jakich trudnych sytuacji doświadczył Pan/Pani w ostatnim czasie?” Jeśli uważniej się przyjrzeć tym trudnym sytuacjom, to okazuje się zazwyczaj, że większość z nich nie pojawiła się po raz pierwszy, tylko w podobnych lub różnych wariantach towarzyszy nam od wielu lat. Problemy finansowe, poczucie braku sensu, konflikty z określonym typem ludzi, chroniczny brak wolnego czasu i tak dalej, i tak dalej.

Kolejnym pomocnym w diagnozie (lub autodiagnozie) narzędziem jest dziennik narzekania. Spróbujmy przez kilka dni spisywać swoje narzekania. Możemy poprosić o pomoc jakąś życzliwą osobę, która również będzie obserwować nasze wypowiedzi i notować to, na co narzekamy. Mniej więcej po tygodniu powinien wyłonić się interesujący obraz będący punktem wyjścia do dalszego rozwoju. Ile z tych rzeczy, na które na które narzekamy leży w polu naszych wpływów? Czy jest coś, co można zrobić, żeby było lepiej? Czy bierzemy odpowiedzialność za te sprawy, czy staramy się raczej szukać odpowiedzialności na zewnątrz?

Anthony de Mello napisał w „Przebudzeniu”:

Wielcy mistycy i mistrzowie Wschodu zapytują: Kim jesteś? Wielu ludzi sądzi, że najważniejszym na świecie pytaniem jest: Kim jest Jezus Chrystus? – Błąd! Wielu sądzi, że jest nim pytanie: Czy istnieje Bóg? – Źle! Dla wielu będzie to pytanie: Czy istnieje życie pozagrobowe? – Źle! Natomiast pytanie: Czy jest życie przed śmiercią? – wydaje się nikogo nie interesować.

Jedna uwaga do wpisu “Czy jest życie przed śmiercią?

  1. „… abym pogodził się z tym czego nie mogę zmienić
    odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić
    i mądrości, abym potrafił odróżnić jedno od drugiego”

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s