ŁUP

We śnie leciałam słynnym Tupolewem i uderzyłam z impetem o podłoże gdzieś w okolicach mostu Poniatowskiego w Warszawie. Ostatnia myśl przed zderzeniem z ziemią: „Ciekawe, czy to sen, bo jeśli nie, to chyba będzie bolało?”. ŁUP. Dwie poprzednie noce spędziłam na miejscu katastrofy, chodząc z próbówką wokół stosów ciał. Chyba byłam członkiem zespołu odpowiedzialnego za identyfikację zwłok.

Sen przypomina mi, że to naprawdę moja sprawa. Jakaś moja część poległa, jakaś patrzy na to naukowo, jedna identyfikuje, inna jest identyfikowana.

Na żywo

Tydzień mocnych wrażeń – podpisanie umowy notarialnej kupna mieszkania, podpisanie umowy kredytowej na 35 lat, superwizja, nowe projekty naukowo-rozwojowe i pogrzeby, pogrzeby, pogrzeby emitowane „na żywo” na raz w 15 stacjach telewizyjnych. Zmęczenie.

Czekam na swoją tańczącą pielgrzymkę do Poznania („Jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze…”), mam nadzieję że uda mi się wytańczyć z siebie te trumny i na nowo dotrzeć do tego, co żywe i pełne ognia.