Ze środka długiego warszawskiego weekendu

Plany na niedzielę. Wyprawa z Emilką na „Porwanie w Tiutiurlistanie” do kina Wisła. Potem jakiś dobry pizzo-makaron w zacnym żoliborskim towarzystwie. Wdychanie powietrza wilgotnego od deszczu. Nielegalne czytanie późną nocą. A w tle praca, praca, praca, praca i kawa, kawa, kawa, kawa.

Myśli mi się tańczenie i masaż Lomi Lomi Nui gdzieś w połowie miesiąca.

Cieszy zbliżająca się superwizja.

Śnią się sny.

Noszą zielone sukienki i szeleszczące kolczyki.