Na tarasie

Miasto powiatowe Krasnystaw wciąż czeka na swojego Singera albo innego Schulza. Leżymy z K. na tarasie i grzejąc nogi w lipcowym słońcu opowiadamy sobie urywki tej sagi, która mogłaby powstać. Opowiadamy też mnóstwo innych rzeczy, pozwalając, żeby kawałki wspomnień łączyły się i rozpadały. Dom K. przypomina górski pensjonat albo leśny zajazd. Na tarasie rośnie sporej wielkości oliwka. Niestety w doniczce zagnieździły się mrówki, a do ziemi sika któryś z okolicznych dachowych kocurów. Po popołudniu spędzonym na słońcu piecze mnie twarz. Czytaj dalej

Zapachy

Jak co roku, znajduję lipcowy azyl w Krasnymstawie.

Czytam „Taksim” Andrzeja Stasiuka, siedząc w miejscowej ciastkarni. Kawa 3 zł, na wynos 3,50. Do tego ciastko karmelowo-jogurtowe za 2 zł i wiklinowe fotele. Lepszym tłem dla Stasiuka byłaby pewnie którakolwiek z piwiarni (jak pisze Stasiuk: mordowni), gdzie już od rana panowie destylują sobie lepszą rzeczywistość zestawem pięćdziesiątka plus duże piwo.

W urlopowej kolejce czeka „Castorp” Pawła Huelle, dobra literatura pachnąca śledziem. Stasiuk pachnie bardziej gulaszem i tanim piwem.

Ja pachnę pierogami z wiśniami, kawą rozpuszczalną i silnym wiatrem, który od trzech dni nie opuszcza tych okolic.