Tak zwany leniwy lipiec

To miał być spokojny, leniwy lipiec. Miał. Mój urlop zaczał się od informacji, że babcia trafiła nagle do szpitala na neurologię, a zakończył (przymusowo) wiadomością o udarze Ani, sekretarza redakcji w „Gazecie Ubezpieczeniowej”. Byłskawiczne pakowanie walizek i powrót to parnej, burzowej stolicy. W tle egzaminy doktorskie mojego męża, deszcze, wiatry i szereg dowodów na to, że na świecie jednak nie ma nic stałego. Na przekór wszystkiemu chadzam na lody z Emilką i czytem jej wieczorem „Małego pingwina Pik-Poka”. Przeglądamy też namiętnie dział encyklopedii dla dzieci w empiku. Jak dobrze, że ona na razie nie musi się martwić zbyt wieloma rzeczami!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s