Podlewanie

Czuję się tak, jak bym w tym tygodniu przebiegła co najmniej półmaraton. Dopiero po naprawdę męczącym tygodniu odkrywam wspaniałość piątku. I ta radosna świadomość, że jutro rano nie czekają mnie żadne telefony, maile, służbowe spotkania, negocjacje i bieg do przedszkola na godzinę 8 rano! Za to czeka gorąca kąpiel z pianą i stos rozpoczętych książek. I stos nierozpoczętych. Kawa z przyjaciółką. Niech żyją małe, ciche piątkowe radości.

Powinnam się regularniej podlewać, bo mi przysychają gałązki. A może to po prostu nadchodząca zima?

Listopad!

Zostałam w bólach panią doktorową. Zaczęłam wprowadzać program oszczędnościowy godny premiera Grecji. Czytam. Pracuję od rana do wieczora, a nawet dłużej. Wlewam w moje dziecko syropy we wszystkich kolorach tęczy i dziwię się, że jeszcze nie wyrosły mu czułki. Wieczorami słuchamy „Karolci”, gotujemy spagetti, spoglądamy na nocne listopadowe niebo z ciężkimi chmurami, w których odbijają się światła latarni. W ramach walki z kryzysem premier powinien skrócić noc o cztery godziny. Albo wydłużyć dobę do 28 godzin. Wydawnictwa przysyłają mi do recenzji stosy ciekawych książek. Mam na półce kilka zaległych pozycji z literatury bardzo pięknej, które kupiłam jeszcze przed „greckim planem”. Listopad.