problem-problem-problem-KRYZYS-problem

W ramach kurzenia domowego upiekłyśmy z Emilką karkówkę z ziemniakami, cebulą i suszonymi śliwkami. Ten cały rytuał: zakupy – rozpakowywanie – gotowanie – jedzenie – sprzątanie ma sporo sensu i daje poczucie, że coś się dzisiaj sensownego zrobiło. A to zawsze dobrze, prawda?

Listopad dogorywa. Chociaż dziś chmury podniosły się i łaskawie przepuściły kilka promieni bladego, prawie zimowego słońca. Wilgoć w powietrzu.

Część dnia spędziłam przed nagraniem DVD z seminarium Briana Tracy „Czas kryzysu” z 2009, na którym zresztą byłam. Jak Brian nie postawi mnie na nogi, to nikomu się to nie uda. Brian powiedział, że nasze życie ma zazwyczaj stały rytm, który można skrótowo zapisać: problem-problem-problem-KRYZYS-problem-problem-peoblem-KRYZYS-i-tak-dalej. Ale najbardziej podobała mi się anegdota o przedsiębiorcy, który wszystkie swoje zmartwienia spisywał na kartce papieru i zajmował się martwieniem nimi w każdy piątek między godziną 16 a 17. Przez resztę tygodnia ciężko pracował i się nie martwił. Jeśli jakieś zmartwienie się pojawiało, to po prostu dopisywał je do listy, a z martwieniem się czekał do piątku do 16. Bardzo sensowne!