problem-problem-problem-KRYZYS-problem

W ramach kurzenia domowego upiekłyśmy z Emilką karkówkę z ziemniakami, cebulą i suszonymi śliwkami. Ten cały rytuał: zakupy – rozpakowywanie – gotowanie – jedzenie – sprzątanie ma sporo sensu i daje poczucie, że coś się dzisiaj sensownego zrobiło. A to zawsze dobrze, prawda?

Listopad dogorywa. Chociaż dziś chmury podniosły się i łaskawie przepuściły kilka promieni bladego, prawie zimowego słońca. Wilgoć w powietrzu.

Część dnia spędziłam przed nagraniem DVD z seminarium Briana Tracy „Czas kryzysu” z 2009, na którym zresztą byłam. Jak Brian nie postawi mnie na nogi, to nikomu się to nie uda. Brian powiedział, że nasze życie ma zazwyczaj stały rytm, który można skrótowo zapisać: problem-problem-problem-KRYZYS-problem-problem-peoblem-KRYZYS-i-tak-dalej. Ale najbardziej podobała mi się anegdota o przedsiębiorcy, który wszystkie swoje zmartwienia spisywał na kartce papieru i zajmował się martwieniem nimi w każdy piątek między godziną 16 a 17. Przez resztę tygodnia ciężko pracował i się nie martwił. Jeśli jakieś zmartwienie się pojawiało, to po prostu dopisywał je do listy, a z martwieniem się czekał do piątku do 16. Bardzo sensowne!

Podlewanie

Czuję się tak, jak bym w tym tygodniu przebiegła co najmniej półmaraton. Dopiero po naprawdę męczącym tygodniu odkrywam wspaniałość piątku. I ta radosna świadomość, że jutro rano nie czekają mnie żadne telefony, maile, służbowe spotkania, negocjacje i bieg do przedszkola na godzinę 8 rano! Za to czeka gorąca kąpiel z pianą i stos rozpoczętych książek. I stos nierozpoczętych. Kawa z przyjaciółką. Niech żyją małe, ciche piątkowe radości.

Powinnam się regularniej podlewać, bo mi przysychają gałązki. A może to po prostu nadchodząca zima?

Listopad!

Zostałam w bólach panią doktorową. Zaczęłam wprowadzać program oszczędnościowy godny premiera Grecji. Czytam. Pracuję od rana do wieczora, a nawet dłużej. Wlewam w moje dziecko syropy we wszystkich kolorach tęczy i dziwię się, że jeszcze nie wyrosły mu czułki. Wieczorami słuchamy „Karolci”, gotujemy spagetti, spoglądamy na nocne listopadowe niebo z ciężkimi chmurami, w których odbijają się światła latarni. W ramach walki z kryzysem premier powinien skrócić noc o cztery godziny. Albo wydłużyć dobę do 28 godzin. Wydawnictwa przysyłają mi do recenzji stosy ciekawych książek. Mam na półce kilka zaległych pozycji z literatury bardzo pięknej, które kupiłam jeszcze przed „greckim planem”. Listopad.