Wcale nie kryzysowo

To miał być naprawdę skromny i kryzysowy Mikołaj. A przyniósł „Karolcię” i „Witaj Karolciu” w jubileuszowym, ilustorwanym wydaniu. I magiczne flamastry. I Kolorowe druciki do robienia ozdób na choinkę. I małe perfumy z Hello Kitty. I skarpetki bardzo zimowe. I pozytywkę. I mydełko w płynie w opakowaniu w kształcie gwiazdki. I gumki do włosów.

Emilka poważnie podeszła do wizyty i zaśpiewała cztery zwrotki „Przybieżeli do Betlejem”, wyrecytowała wierszyk i wręczyła Świętemu własnoręcznie wykonany rysunek, na którym znalazł się Renifer (tyłem), sanie oraz sam Mikołaj.

I tydzień był w ogóle mało kryzysowy. Spotkanie za spotkaniem, kolejne wydanie specalne gazety, kolejne dostawy książek do czytania, plany, projekty, śmiałe wizje. Dwie sukienki oddane do pralni, ścięte włosy, monodram Emiliana Kamińskiego przy okazji jubileuszu 20-lecia PSA (Polskiego Stowarzyszenia Aktuariuszy).

Odkurzyłam znajomość z Waynem Dyerem i słucham jego wykładów nagranych na iPadzie. Dr Dyer daje mi jakiś większy dystans i przypomina, jak ważne jest, żeby się cieszyć z każdego dnia i z wszystkiego, co się wydarza. Bo, jak mawiają taoiści, każdy dzień to dobry dzień. Radość, zaangażowanie plus dystans – to moja recepta na życie. W każdym razie w tym tygodniu.