Normalni nienormalni

„Nieskończona historia” w reżyserii Piotra Cieplaka w Teatrze Powszechnym. Symfonia na jedną kamienicę i dwanaście banalnych-niebanalnych życiorysów. Dwie beretowe staruszki, kobieta w ciąży, para, nauczyciel rysunku, kierowniczka domu pogrzebowego, dziewczyna z McDonald’sa, emeryt, suczka, kierownik karetki, diabeł z makatki i przewodnik chóru. Choć każdy czuje się solistą, w rzeczywistości ma do zagrania tylko kilka nut. Te wszystkie skrawki utworów tworzą jednak pewną artystyczną całość. Ale nie ma dyrygenta, nie ma kompozytora, symfonia pisze się sama z urywków snów, strzępków rozmów, resztek wspomnień i codziennych nawyków. Z chaosu wyłania się dziwaczny, paradoksalny porządek ludzkiego życia.

Czy każdy z nas nie jest czasem (albo i zawsze) postacią rodem z Witkacego? Komicznie tragiczną i tragicznie komiczną, wielką i małą, szaloną i szablonową? Tak twierdzi reżyser „Nieskończonej historii”. I przekonuje, że w tym szaleństwie jest metoda. I piękno.

Obrazek

Nienapisanie

Mój drogi dzienniczku, niestety nie mogę ostatnio pisać. Z czytaniem nieco lepiej, ale niewiele. Najlepiej idzie mi wycieranie nosa, szukanie kluczy w torebce i wyrzucanie nieskończonej ilości paragonów. Chowam nos w futrzanym kołnierzu i zapominam nastawić budzika.

Wielka literatura, esseistyka, nauka i dziennikarstwo dzieją się poza mną. To coś co czytam, oglądam na wystawach, ale czego nie mogę dotknąć – jestem w najlepszym razie odbiorcą, konsumentem. 

Ach, marzą mi się te wspaniałe dzieła, których nie piszę! Liczba nienapisanych artykułów i książek tworzy coraz obszerniejszy nieistniejący dorobek twórczy.