Wciąż z aresztu

Jesień ostatecznie zmieniła się w zimę, nad Polską przetoczyły się piekielne wichury, a my z Emilką wciąż w chorobowym areszcie domowym. Jutro rano przychodzi lekarz – może da przepustkę, może nawet dotrwamy w stanie nienaruszonym przez wirusy i bakterie do świąt? Może do nowego roku?
Chorując przeczytałam prawie wszystkie polskie przekłady książek Alice Munro, nową powieść Andrzeja Sapkowskiego, a teraz podczytuję nowy „Dziennik” Pilcha i „Charlotte Bronte i jej siostry śpiące” Eryka Ostrowskiego. Ta ostatnia książka ciekawa, a jednocześnie głęboko i nieznośnie irytująca (od egzaltowanych polonistów uchowaj nas Panie).
Tak więc czytam, pracuję korzystając z dobrodziejstw internetu, zażywam leki, wyglądam przez okno na ośnieżone drzewa, wyprowadzam psa i tak mijają kolejne dni grudnia. Nie porusza mnie nawet wściekły orkan Ksawer, chociaż podwórkowa topola ugina się podejrzanie, a media donoszą o zerwaniu przez wiatr tynku z pobliskiego klubu „Dekada”.