We śnie i na jawie

Śniło mi się, że mam jechać do Moskwy. Przypomniałam sobie o tym czterdzieści minut przed odjazdem pociągu. Potem pakowanie i bieg na stację w szaleńczym tempie. Pociąg, dziwaczny i zatęchły, ruszył kilka sekund po tym, jak wsiadłam. Nie miałam nic do zjedzenia na drogę, a bagaż gdzieś zginął. Ale jednak zdążyłam.

Sylwestrowe popołudnie spędziłam z odkurzaczem i mopem, starając się usunąć wszystkie staroroczne zaszłości i zrobić miejsce na to, co nowe. Tak samo jak we śnie, gdy w kilka minut usiłowałam się przygotować na daleką podróż w nieznane.

Postanowienia? Rodzą się i klarują.

Tymczasem podczas porannego spaceru z psem mogłam obserwować gwiazdy, zupełnie jak w środku nocy.