Onieginie, ciesz się złudzeniami

Temperatura spadła do -8. Jesienny płaszcz ustąpił miejsce czarnemu kożuchowi, a ja po raz pierwszy od tygodnia nie zmarzłam na porannej przechadzce z psem.
Mateusz Damięcki w roli Oniegina – tak piękny, że aż nużący. Tatiana znudzona i skwaszona. Ich niespełniona miłość nie wzbudziła we mnie szczególnych wzruszeń. Za to Krzysztof Stelmaszyk jako ironiczny narrator – to już zupełnie co innego. No ale przez tego aktora przecież prawie zakochałam się w Kareninie (nie w Annie, ale w jej zdradzonym mężu).
Wracając do problemów Oniegina i Tatiany – zastanawiam się, czy gorzej jest gdy mamy dwie właściwe osoby i niewłaściwy czas, czy raczej wtedy, gdy mamy dwie niewłaściwe osoby i właściwy czas.
Myślę też sobie, że „żyli długo i szczęśliwie” to niekoniecznie wygrana na loterii. Ciesz się, Onieginie, że twoja Tatiana pozostała marzeniem.

image

image

image

Sen o koszuli

Drogi pamiętniczku, śniło mi się, że X skrytykował moją koszulę nocną. „Źle ją nosisz, poza tym w ogóle jest do niczego!” Ja na to, że to moja koszula, moja sprawa, a potem wpadłam w taki ni to płacz, ni kto krzyk protestu. Nagle pojawił się zatroskany mężczyzna – trochę menel, trochę Jezus Chrystus. Objął mnie ramieniem, a ja krzyczałam, krzyczałam i krzyczałam z całych sił. „Jestem tu po to, żebyś nie musiała tego wszystkiego brać na siebie”.

Kadr z filmu „Shirley – wizje rzeczywistości”
Kadr z filmu „Shirley – wizje rzeczywistości”.

Za nami pierwsze minus pięć

O 6 rano w listopadzie gdy stoję  (leżę) przed wyborem: makijaż lub dodatkowe 20 minut snu, to zawsze wybiorę sen. Potem bezbronna, nieosłonięta warstwą podkładu ani pudru skóra czerwienieje, broniąc się przed pierwszym w tym sezonie mrozem. Noc przechodzi niezauważalnie w mroczny poranek. Wtulam nos w futrzany kołnierz płaszcza. Tak, za nami pierwsze minus pięć. To pierwsze jest zawsze dojmujące i zawsze zaskakuje. Jak to, w tym roku znowu będzie zima?

W taki dzień jak dziś interesuje mnie tylko jedno: być gdzieś, gdzie jest ciepło.

Telefony, które miały zadzwonić, nie zadzwoniły. Za to przyszły ostateczne i chłodne pisma sądowe, w których się „uprasza”, oczywiście „pod rygorem”. Panie w urzędach nie dosłyszą mojego nazwiska, albo to ja wymawiam je za cicho.

Zaczynam czytać jakiś romans, ale odkładam go na bok po kilku kartkach. Nie ta temperatura. Dziś jest pogoda na mroźną „Czarodziejską górę” z obojętną Kławdią de Chauchat i miotającym się bladym Castorpem.

chair