Na zawsze czyli na chwilę

Śniło mi się, że nagle zniknęło duże miasto. W jego miejscu został step – pusty, bezkresny krajobraz. Nastrój jak w obrazie Friedricha  „Wędrowiec przed morzem mgły”. Wiem, że ta pustka może się wydawać straszna, ale dla mnie jest w niej coś bardzo pięknego, monumentalnego. Z tej pustki może się wyłonić wszystko. Czysty potencjał.

I podobnie teraz jest w moim życiu. To, co budowałam przez wiele lat ot tak sobie zniknęło. Miało być na wieki, miał być Partenon, czy Wieczne Miasto. A tu pyk pyk – budowle rozpadają się nawet nie w gruzy, tylko w pył. Wystarczy lekki powiew wiatru i pył się rozwiewa. Zostaje pustka, trochę straszna, trochę piękna. Niewiele zostanie dla przyszłych archeologów. Kilka fotografii, parę kuchennych naczyń, może zestaw kieliszków. Jakaś książka, której ostatecznie nikt nie chciał. Przypadkiem zostawiona płyta, jakaś kartka z notatkami wrzucona do szuflady. Bilety do kina, może jakaś karta pokładowa.

Patrzę tak w tę pustkę, jak wędrowiec na obrazie we mgłę i nie mogę się nadziwić, jak nietrwałe jest to ludzkie „na zawsze”, jak małe okazują się „wielkie sprawy”. Teraz czas zarzucić plecak na ramię i skoczyć we mgłę, wyruszyć w podróż po stepie. Sprawdzić, kto mieszka po drugiej stronie horyzontu. I na jakiś czas wielkie budowle zostawić innym. Pamiętając o tym, że „na jakiś czas” i „na zawsze” to często to samo.

step

Friedrich_Wedrowiec_przed_morzem_mgly