I walizkę ma spakowaną już

Nikt się nie spodziewał mroźnej zimy, która przyszła wieczorem na św. Szczepana, ścinając lodem kałuże i sypiąc drobnym, suchym śniegiem. Temperatura spadła z plus ośmiu na minus osiem, a chodniki zamieniły w ślizgawki. Ot – w kilka godzin pogoda zmieniła się całkowicie, a łagodny wiatr z południa zastąpił jego mroźny, ostry kuzyn ze Skandynawii.

Skończyłam w międzyczasie „Czarodziejską Górę” (ciekawe, jestem teraz dokładnie rówieśniczką Hansa Castorpa w momencie, gdy opuścił na zawsze sanatorium Berghof), by płynnie przejść do zbioru opowiadań Alice Munro, który sama sobie sprezentowałam na gwiazdkę.

Okazuje się, że Google zna odpowiedź na wszystkie pytania, także na „jak się ubrać na rozprawę rozwodową”. Myślę o tym od kilku dni. Jak na spotkanie służbowe, jak na pogrzeb, coś pomiędzy? Ten pogrzeb mnie kusi, bo w końcu chcę pochować siebie w roli małżonki i zamknąć ten 9-letni okres życia, który zakończył się w stylu operetkowym. Tak, to przecież było mniej więcej 9 lat temu, kiedy wybrałam się lekkomyślnie do kina Iluzjon na „Manhattan” Woody’ego Allena, by poznać tam mojego przyszłego byłego męża. Wnioski? Zanim się z kimś zamieszka, warto poprosić tę osobę o 2-3 ulubione książki. Jeśli ktoś nie ma 3 ulubionych książek, to trzeba od razu zakończyć całą sprawę. Jeśli ma, ale jeśli nijak ich nie rozumiemy, ani nie czujemy, to również warto miło i uprzejmie się pożegnać oraz życzyć powodzenia w życiu osobistym i zawodowym. Bez nas.

Jak śpiewał Okudżawa:

Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży
Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi
A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz
I walizkę ma spakowaną już.

Moja „miłość” zabrała  większość kartonów z dorobkiem ostatnich lat i występuje już w nowym serialu, którego nie mam chwilowo ochoty śledzić. Jestem bardziej znużona, niż przybita tą całą historią.

Alexei Savrasov - Zimowy krajobraz
Alexei Savrasov – Zimowy krajobraz
Edward Hopper - Pokój w Nowym Jorku
Edward Hopper – Pokój w Nowym Jorku

Wesołego Dyngusa

Leje. Podtopiło Biedronkę na Nowym Świecie. Deszcz wypłukał kolejki z Kredensu. Emilkę dopadło przeziębienie i wszystkie plany wyjazdowe wzięły w łeb. A ile było zastanawiania się, kto, kiedy i gdzie ją zawiezie, a potem przywiezie z powrotem…

A ja się szczególnie nie martwię. Przez najbliższe kilka dni zamierzam odżywiać się kluskami z makiem i kompotem z suszu, czytać książki i poić dziecko syropami w różnych kolorach. Nie to, żebym wierzyła szczególnie w ich działanie. Najlepszym lekarzem jest czas, sen, bezruch. I to nie tylko na przeziębienia.

Cieszą również przedświąteczne porządki w szafach i szufladach, wyprane zasłony i wyprasowane obrusy. Nie piekę ciasta, bo potem bym musiała je przecież jeść. Będzie to, co lubię, czyli kapusta, kluski, kompot. Dużo wspomnień z minionych świąt – jak kot polował na bombki i je hurtowo tłukł, jak babcia przewróciła się na choinkę, jak na wyjątkowo ponure święta w 2001 kupowałam gotowe pierogi w delikatesach Społem na Nowym Świecie. Jak druga babcia zamiast choinki udekorowała kaktusa czerwonymi ozdobami. Ciasteczka z przepisu z Kuchni polskiej, która ledwo się trzyma okładek ze starości. Przypalone serniki i keksy (dlaczego nie pamiętam tych udanych?). Tak, uwielbiam te wszystkie niedoskonałe potrawy, które są za mało lub zbyt słone, zbyt długo lub zbyt krótko pieczone. I przez to idealne, niezapomniane.

W tym roku bez wyrzutów sumienia korzystam z udogodnień współczesności. Zakupy robię w internetowych delikatesach z dostawą do domu. Choinkę i lampki zamawiam na Grouponie (choinka przychodzi na czas i jest najpiękniejszą choinką w historii). Prezenty ograniczam do minimum.

Najwięcej prezentów dostaje dom – nową kanapę do gabinetu i wieszak na płaszcze dla gości do przedpokoju.

W sprawie drwala

Podobno w tym sezonie warszawianki marzą o drwalach. Ja też wpisuję się w ten nieco ryzykowny trend od ubiegłej niedzieli, od kiedy prześladuje mnie wizja hrabiego Andrieja Bołkońskiego z nagim torsem rąbiącego drewno. Dodam, że tors ze śladami ran odniesionych w boju. Torsu użyczył Dobromir Dymecki podczas „Wojny i pokoju” w Teatrze Powszechnym.
Ze sztuki musiałam z przyczyn dziejowych wyjść po pierwszym akcie. Jedyny jasny punkt jest taki, że zostawiłam Andrieja w pełni chwały z siekierą w ręce, a nie w charakterze poległego. I niech tak na razie zostanie.

image

image