Kwantowe relacje

Do Trójmiasta jadę w przedziale z czterema architektami. Przyjemne dla ucha wibracje niskich męskich głosów kołyszą mnie do snu. W półśnie obserwuję ośnieżone pola  i słucham o kanalizacjach, instalacjach, windach i wejściach jakiegoś biurowca w Gdańsku. W głosach da się odczuć pewną teatralność. Oni wiedzą, że ja słucham, a ja wiem, że oni wiedzą, że ja słucham, a oni wiedzą, że ja wiem, że  oni wiedzą, że ja wiem. A jednocześnie wszyscy odgrywamy scenkę rodzajową – nikt nic nie wie. Piękny teatr relacji!
Ponoć w fizyce jest tak, że o naturze cząsteczki decyduje to, czy ktoś ją obserwuje, czy nie. Tak samo z nami.
Jedna (nawet śpiąca) kobieta sprawia,  że mężczyźni stają się na nowo. Czterech mężczyzn sprawia, że (nawet śpiąca) kobieta staje się na nowo.
Demaskuje nas porozumiewawczy uśmiech, który rzucamy sobie mijając się w Warsie. Mam nadzieję, że zbudują piękny i funkcjonalny biurowiec!

image

Na krawędzi

„Proszę nie zbliżać się do krawędzi!” – radzi przez megafon kobiecy głos na Dworcu Centralnym. Jest szósta rano. Warszawa jeszcze przewraca się na drugi bok, ale tutaj tętni już życie. Otwierają się Starbucksy, Costy, Nera. McDonaldy nie śpią nigdy. „Proszę nie zbliżać się do krawędzi!”. Bądźmy mili, przewidywalni,  stójmy po prawej stronie schodów ruchomych. Nie  patrzmy w oczy nieznajomym dłużej niż parę chwil.
„Proszę nie zbliżać się do krawędzi!”. Jednak żeby gdzieś stąd wyjechać, trzeba zbliżyć się do krawędzi, a nawet ją przekroczyć.
Pociąg zawsze czeka po drugiej stronie żółtej linii.

image