Do widzenia, Aniu

Ostatnia „Anna Karenina” w Teatrze Studio. Będę tęsknić. Szczególnie za tą nową fałdką tłuszczu pod żebrami Anny. Za coraz wyższym czołem hrabiego Wrońskiego (czyżby początki łysiny, panie hrabio?), za siwizną Aleksego Karenina. Wzruszam ramionami na widok młodych, idealnych i wypielęgnowanych kochanków. Ale mam łzy w oczach, gdy widzę rozmazany makijaż Anny. Żegnaj, kochana! Mam nadzieję, że następnym razem rzucisz to wszystko, wsiądziesz do pociągu i pojedziesz do Hiszpanii. Albo gdziekolwiek.

anna0 anna1 anna2