Z Rachmaninowem

– Naprawdę przyszłaś tak zupełnie sama do filharmonii? To smutne. – Mówi znajoma. – Nie sama, tylko z Rachmaninowem. A smutne by było, gdybym przyszła z Wagnerem, albo, nie daj Boże, z Mahlerem. A tak,  gdy Rachmaninow przygotowuje się do koncertu, ja mogę sączyć herbatę jaśminową i delektować się jedynym w swoim rodzaju pokazem filharmonijnej elegancji. Tego nie zobaczycie w Vogue ani na Fashion TV, to tylko w Warszawie w wybranych teatrach, operze i filharmonii właśnie. Międzypokoleniowa i międzyklasowa wizja piękna i stylu. Dzianinowe kreacje, do tego złote sandałki lub szpilki do nieba, tapiry, trwałe, koronki, kokardy, bluzy sportowe, kabaretki – szalone warszawskie fusion, które wciąż czeka na swojego portrecistę. Kicz w takim stężeniu staje się sztuką, która zachwyca różnorodnością i śmiałoscią w łamaniu kanonów.
A potem Rachmaninow bierze mnie pod rękę i przestaje być ważne, kto jak wygląda.

rachmaninoff
Siergiej Rachmaninow

Wszystko czyli nic

Cudowny ten mój kącik małej hedonistki – z fotelem, podnóżkiem, lampką i szumem wody z fontanny. Mogę poczuć swój tak bardzo dziś ciężki i przeziębiony ciężar, mogę wąchać swoje nadgarstki pachnące śliwką, żywicą, mchem i solą morską. Mogę słuchać ballad Okudżawy i zastanawiać się, jak bardzo mi zmarzną łydki podczas wieczornego spaceru z psem. Mogę marzyć, ile to ja jutro przebiegnę i jak znowu będę się szeroko uśmiechać. Mogę na przemian chować i wyjmować zimowe płaszcze i kapelusze. Mogę raz na zawsze rezygnować ze złudzeń, równocześnie robiąc przestrzeń na nowe. A potem mogę spać bardzo, bardzo długo, na wszelki wypadek zapominając wszystkie sny. Tak, pięknie pachnie ta śliwka.

Jeszcze trochę bardziej

– No nie, znowu zmieniłam żonę na wdowę! – westchnęła urzędniczka w Urzędzie Stanu Cywilnego dzielnicy Warszawa Ochota. Spojrzałam na nią z cichym podziwem, ale chyba chodziło tylko o to, że wcisnęła nie ten przycisk w urzędowym systemie ewidencji warszawiaków i warszawianek. Nie ma tak łatwo.

Przyszłam do urzędu, żeby dokonać „czynności innej” (opłata skarbowa: 11 zł) polegającej na powrocie do nazwiska panieńskiego. Kolejka przy kasie – nieziemska. Pewnie upływa dziś termin zapłaty czegoś, o czym na śmierć zapomniałam… W czasie oczekiwania zdążyłam zjeść w bufecie pół porcji wątróbki, kupić mięso mielone i kabanosy w pobliskim sklepie, a nawet pójść do drogerii po płyn do prania rzeczy czarnych, ciemnych i tajemniczych. Ale udało się. W przyszłym tygodniu będę jeszcze trochę bardziej znowu sobą.

No!

office-at-night
Edward Hopper – Office at night