Hector Berlioz, czemu nie

„Zobaczyłem światło, więc przyszedłem” – jak pisał Marcin Świetlicki. Miałam wolny wieczór, grali Berlioza, więc niech będzie Berlioz, czemu nie. Ulubieniec karykaturzystów i stary mistyfikator. Ponoć jego biografia liczy 1500 stron, z czego większość stanowią sprostowania tego, co mówił sam o sobie. Już pana polubiłam, monsieur Berlioz.

Dyryguje John Nelson, Amerykanin pochodzący z Kostaryki. Ciepły, uśmiechnięty, na koniec każe po kolei wstawać wszystkim sekcjom, by każdy dostał należny sobie aplauz. Ściska się z solistą, ściska z tenorem, wyprowadza pod ramię pierwsze skrzypce, klepie muzyków po ramieniu. W bardziej dynamicznych momentach utworu miota się, macha rękami, a potem zamiera nagle w bezruchu, tylko frak jeszcze się kołysze.

John NelsonPhoto: Marco Borggreve
John Nelson

Berlioz – mistrz szeptu i operowania ciszą. Dziś symfonia Harold w Itallii op. 16 z 1834 r. Piano, pianissimo, pianissimo, pianissimo possibile. A na widowni jakaś wycieczka gruźlików – raz kaszle pierwszy rząd, raz balkon, teraz ktoś z tyłu. Altówka snuje się szeptem, a widownia pokasłuje. Komuś program spada na podłogę – huk, jak wystrzał armatni. To symfonia która nie jest właściwie symfonią (Berlioz nigdy nie był formalistą). Początkowo miała opowiadać o ostatnich chwilach Marii Stuart, ale w trakcie tworzenia kompozytor przeniósł akcję utworu do Włoch i skupił na swoich wspomnieniach z wędrówek po tamtejszych górach. Wybacz, Mario – może następnym razem uda się uczcić należycie twoje umieranie. Romantyczny kompozytor ma prawo być nieco kapryśny.

Na altówce gra czarnooki i czarnowłosy Ryszard Groblewski. Ma urodę młodego cygańskiego księcia, albo dorastającego mafiosa (co kto woli, mi odpowiadają obie wersje). Postawny młody mężczyzna wydobywa z altówki subtelne, snujące się dźwięki. Czasem gra na granicy ciszy. Na koniec dostaje głośne i zasłużone owacje. Gruźlicy mają słabe płuca, ale mocne dłonie.

Ryszard Groblewski
Ryszard Groblewski

Przerwa. Wychylam kieliszek likieru amaretto za zdrowie Berlioza i mojej babci Emilii, która też lubiła słodkie alkohole.

Po przerwie Te Deum op. 22 – na tenor, chór, orkiestrę i organy. Jest monumentalnie. Tylko biedny tenor – sympatyczny Niemiec Werner Güra, który miał swoje pięć minut, i to całkiem dosłownie, bo Berlioz więcej dla niego nie przewidział. „Te Deum” wykonał ponoć kiedyś zespół (chór + podwojona orkiestra) liczący ponad 900 osób. Dyrygował sam kompozytor, nikt inny nie był w stanie…

Werner Güra
Werner Güra

Wracam do domu. Ciepły letni wieczór, mam rozpięty płaszcz. I nikt nie wiedział, że będąc w filharmonii miałam gigantyczne oczko w rajstopach na lewym udzie i resztki ziemi za paznokciami, pozostałość po przesadzaniu słoneczników. Taka mała tajemnica.

Hector Berlioz
Hector Berlioz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s