Kolej rzeczy

W kuchni zaczęło pachnieć trupem. Wczesne etapy śledztwa (kosz na śmieci, lodówka) nie wykazały nic. Ale trup trupiał. I dziś rano olśnienie – to pisanki niepostrzeżenie przestały być symbolem nowego życia, stając się symbolem rozkładu w kolorowych skorupkach. Buch, byłe nowe życie wylądowało w koszu. Za nim wystrzyżona i zbrązowiała rzeżucha. Bez żalu, bez sentymentów, podzielając los żółtego pierwiosnka i liliowego hiacynta. Za to słoneczniki rosną w niespiesznym tempie, wypuszczając nowe listki i prężąc w słońcu. Ich czas dopiero nadejdzie.
image

Zderzenie cywilizacji

Ty, który przychodzisz do kina studyjnego z torebką chipsów o smaku papryki, a może syntetycznego bekonu lub cebuli! A przecież mogłeś wybrać tyle miejsc, gdzie dodatkowo zaproponowano by ci piwo lub colę. Ale nie, postawiłeś na kino Kultura i jakąś niszową koprodukcję szwajcarsko-belgijsko-niemiecką. I chrupiesz swoje chipsy jako jedyny na sali. Jestem ciekawa, jak wyglądasz. Oglądam się, ale kryje cię ciemność. Chrup chrup chrup. Niby śledzę fabułę, ale tak naprawdę czekam na twoje kolejne chrupnięcie. Analizuję odstępy między jednym kęsem, a następnym. Staram się przewidzieć, kiedy znów usłyszę chrup. Już wiem, że to duża paczka. Jesteś sam, czy masz wspólnika albo wspólniczkę i chrupiecie sobie we dwoje?
A potem albo chipsy się kończą, albo ja zapadam się w film. Jestem zdradzaną szwajcarską żoną, a potem bułgarską prostytutką. Dopiero wychodząc z sali dyskretnie rozglądam się w poszukiwaniu torebki po chipsach i jej właściciela. Możesz sobie wyglądać jak Fryderyk Chopin, albo Juliusz Słowacki, ale ja i tak znam twoją barbarzyńską naturę. O, tu jesteś – w ostatnim rzędzie. Dziwnie na mnie patrzysz, jakbyś odczuł całą moją dzisiejszą wściekłość. Pusta zmięta torebka leży tuż obok twoich stóp.

Dziewczynka z północy

I znowu ten północny wiatr, który przenika do kości, niezależnie od tego, ile płaszczy, kapeluszy i butów ma się na sobie. Przetacza po niebie ciężkie chmury nabrzmiałe od deszczu i śniegu, trzaska drzwiami, wślizguje do domów przez uchylone okna. W tym wietrze moje miasto robi się obce. Nie rozpoznaję go, a ono nie rozpoznaje mnie. W królestwie północnego wiatru wszyscy jesteśmy intruzami, niczym więcej.

Tuż po 17 zapadam w ciężki sen, przykryta zupełnie jak w zimie kilkoma warstwami kocy i kołder. Są takie momenty, gdzie jedyną, pierwotną i najważniejszą potrzebą jest móc zasnąć w cieple. Opuściłam legowisko resztką siły woli, żeby wyjść na ostatni tego dnia spacer z psem i fotografować nocny granat nieba.

W takie dni czuję się małą dziewczynką z północnego kraju, gdzie przez znaczną cześć roku panuje wieczny półmrok i wieczny chłód.

Vesna Antic: The Polar Night
Vesna Antic: The Polar Night
Dario Papi: Polar Night
Dario Papi: Polar Night