Godot była kobietą i przyszła

W okolicach 40 urodzin Itamar Jakobi odkrywa, że urodził się, żeby żyć. Nie żeby egzystować, ani grać w domino z przyjacielem przy herbacie, ale żeby ŻYĆ przez bardzo duże ŻET. Porzuca więc domino i wyrusza w podróż, gdzie przewodnikiem jest życie w swojej pierwotnej, instynktownej formie. Życie przybiera konkretne, kobiece kształty – ma szerokie biodra, bujny biust i jest obietnicą wiecznego uniesienia. Itamar zanurza się w świat pragnień i namiętności. Nawet nie zauważa, kiedy balon pęka. Zostaje mu pustka, kawałek gumy i wielka, ogromna tęsknota za herbatą i partyjką domina.

jakobi_i_leidental_0319

Jakobi i Leidental” izraelskiego dramatopisarza Hanocha Levina to tragikomedia o bezsensie ludzkiego istnienia. Śmieję się głośno, słuchając absurdalnych kupletów, ale gdzieś w kąciku oka pojawia się niechciana łza. Widzę siebie we wszystkich postaciach – w gnającym za pełnią życia Itamarze, zrezygnowanym i porzuconym Leidentalu i oczywiście w biodrzastej Rutele, która wewnętrzny głód leczy zawartością przeładowanej lodówki i na próżno stara się być czymś więcej niż parą cycków i tyłkiem.

jakobi_i_leidental_0790

I na tym tle „Czekając na Godota” Becketta wydaje się krynicą optymizmu. Owszem, Vladimir i Estragon nic nie robią ze swoim życiem, ale gdyby zrobili… gdyby tylko zrobili. A bohaterowie Levina owszem, robią coś, ale wszystko i tak kończy się spektakularną i bezsensowną katastrofą. Jakobi porzuca przyjaciela i wychodzi na przeciw Godotowi. Godot jest kobietą i lepiej by było dla wszystkich, żeby jej nigdy nie odnalazł, tylko czekał w bezruchu aż do śmierci.

jakobi_i_leidental_0695

jakobi_i_leidental_0492Jakobi i Leidental” Hanocha Levina w reż. Marcina Hycnara, Teatr Powszechny w Warszawie.