Zabieganie o…

Z żadnego biegu nie rezygnowałam tyle razy, co z tego. Po raz ostatni gdzieś w okolicach 5 nad ranem, gdy zbudził mnie jeden z dzikich ataków kaszlu Emilki, zgrywający się z szumem ulewy za oknem. – Za nic nie pobiegnę, za nic – pomyślałam i znów zapadłam w sen. Śniły mi się moje piękne buty biegowe zanurzające się raz po raz w głębokim błocie. – Nigdzie nie biegnę, o nie!
Obudziłam się na dobre koło 7. Deszcz przycichł. – No dobrze, może jednak trochę pobiegnę. Najwyżej nie dobiegnę.

Trzy godziny później byłam już w miasteczku biegowym za Kępą Potocką, leniwe popijając kawę i czując, jak adrenalina powoli przybiera mi w żyłach, mieszając się z kofeiną. Tak, uwielbiam ten moment wkrótce przed startem, gdy tłum gęstnieje, a ciało napina się w oczekiwaniu. Jak będzie? Czy dam radę?

Wystrzał zaskoczył mnie. Ruszyłam nagle, nierówno i jeszcze długo potem szukałam rytmu. Sznurówka mi się rozwiązała. Oddech zgubił. Dlaczego, na Boga, nie wybrałam dystansu 5 km? Nigdy, ale to nigdy nie pobiegnę w żadnym półmaratonie, mowy nie ma!
A potem wybiegłam na jakąś polanę tuż nad brzegiem Wisły i było tak pięknie, że dech zapierało. Zapach płynącej rzeki, młodych pokrzyw, wilgotnego mułu – mieszanka, którą chętnie zamówiłabym w charakterze perfum. Biegnę dalej, wdychając kolejno pojawiające się zapachy. Wczorajszego ogniska, piwa z butelki, młodych brzóz, błota, nocnego deszczu i porannej mgły. Wreszcie odnajduję swój rytm na ten bieg.

Po 7 kilometrze oddech znów jest pewny i lekki. Jeszcze tylko przeskoczyć przez powalone drzewo, podbiec na niewielkie wzniesienie, kilometr na prostej, zakręt i już widać metę. Przyśpieszam z całych sił. Dziękuję, Boże, za ten chłodny powiew na ostatnim kilometrze (czułam, jakby był specjalnie dla mnie), który zmienił się w majowy deszcz. To był piękny bieg!
image

Problemy sercowe

Odbieram pakiet startowy na 2 Bieg Wegański. W biurze zawodów obsługuje mnie lekko znudzona dziewczyna. Wręcza mi jakiś dokument do podpisu i pyta:
– Ma pani jakieś problemy sercowe?
– Słucham??
– No wadę serca, nadciśnienie… Tu trzeba podpisać, że organizatorzy nie ponoszą odpowiedzialności.
– Czyli mam podpisać, że organizatorzy 2 Biegu Wegańskiego nie ponoszą odpowiedzialności za moje problemy sercowe?
– No.
– No dobrze, podpiszę, ale z żalem.
– ?? (Dziewczyna patrzy na mnie tępo)
– Bo to nużące tak samotnie ponosić odpowiedzialność za własne problemy, a już szczególnie sercowe. Miło by było, gdyby ktoś inny wziął trochę na siebie.
Dziewczyna patrzy na mnie, patrzy. Po chwili mówi :
–  To jaki rozmiar koszulki?
– M.
– Jest pani pewna?
– Ja niczego nie jestem pewna.