Ciało niebieskie

Matka Boska na moim podwórku rozkłada ręce i patrzy w ziemię (jak zawsze). Wszyscy sąsiedzi, których spotykam na wieczornym spacerze z psem są pijani, albo chociaż wstawieni. W lodówce skończyło się jedzenie, a w łóżku skończył się sen. Starcza go co najwyżej do pierwszej albo drugiej w nocy, a potem koniec – przepraszamy za usterki.

Jutro biegnę znów 10 km, co daje miłe poczucie ciągłości i jakiegoś sensu. Za niecałe trzy tygodnie mam biec 15 km, i to z kolei dale poczucie, że jednak chyba oszalałam, ale w sumie to czemu nie. Chciałabym pobiec aż nad Bałtyk, a potem jeszcze dalej, daleko daleko na północ – może do Norwegii? Jak najdalej od pustej lodówki i zepsutego łóżka, tam gdzie woda jest chłodna, a wiatr jeszcze bardziej przejmujący, niż ten warszawski.

Odsypiam popołudniami, ubrana w dwa swetry i przykryta grubą zimową kapą. We śnie jestem bardzo, bardzo ciężka, jak ciało niebieskie (Księżyc?).

Dziś w tramwaju ustąpiłam miejsca młodemu ojcu z niemowlęciem. To niemowlę spojrzało na mnie w taki niesłychanie intensywny i jednocześnie radosny sposób – czułam się tak, jak bym patrzyła w oczy Boga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s