Naprawdę pięknie

Budzę się o 5:48 i, jak zawsze w dzień biegu, wyglądam odruchowo za okno, żeby sprawdzić, czy leje. Nie lało. Chmury nisko, ale bez lania. Dobrze.

Śmiesznie spałam tej nocy, budząc się co godzinę, a potem natychmiast znowu zapadając się w sen. Jak na huśtawce. Sen – jawa – sen – jawa – sen – jawa. Lubię tak.

Poranna kawa przyjemnie czarnogorzka. W żyłach pierwsze krople adrenaliny przedstartowej. Wszystko we mnie jeszcze ziewa, ale już zabiera się do biegu. Tak, pobiegnę dziś daleko, daleko, daleko. I nie chodzi już nawet o ten medal, akurat nie dziś.

Dziś będę biec po prawej, bardziej dzikiej stronie kochanej Wisły. Od mostu do mostu, trochę na północ, trochę na południe, w pobliżu nadwiślańskich plaż i zarośli.

A w domu czeka dwóch niezawodnych rycerzy – Etgar Keret i Lars Christensen, którzy powiedzą, że naprawdę pięknie dziś pobiegłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s