(…)

Przepraszam, że się nie odzywam. Jestem bardzo zajęta. Obserwuję, jak przekwita biały bez na podwórzu. Usuwam pleśń z wnętrza dzbanka do herbaty. A potem czekam na burzę, która w końcu nie przychodzi.

Warstwy

Lubię przeszklone okna i żywe miejskie obrazy, które oglądam zza szyby, sącząc poranną kawę (mocną, bardzo mocną). Wspomnienia nakładają się na siebie, jak warstwy geologiczne.

Jest rok 1987, Wielkanoc. Tata z dziadkiem Tadeuszem odprowadzają babcię Emilkę do domu ulicą Książęcą. Śpiewają na cały głos „Maszerują strzelcy”. Babcia w środku, panowie po bokach. Razem mają ponad 180 lat, ale każde ma tylko 21. 

Ten sam rok. Jestem w parku na tyłach Muzeum Wojska. Czołgi i samoloty wydają mi się ogromne i wierzę, że są tu tylko na chwilowym postoju. Babcia mówi, że w którymś ze wzgórz jest schron z czasów wojny. Cegły sypią się. Wiem, że za metalowymi drzwiami mieszka POTWÓR. Nic nie mówię babci o potworze, żeby jej nie zmartwić.

Rok 1996. Mam 13 lat i wydaję kieszonkowe na kolejne wejściówki na „Metro” w Studio Buffo. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tata twierdzi, że to „miła ramotka”. Przy „Szybie” w wykonaniu Kasi Groniec płaczę w głos (prawie za każdym razem). W sumie chyba nie wiem, co to metro, jeszcze żadnego nie widziałam. Wiem tylko, że to warszawskie buduje się, odkąd pamiętam.

Rok 1997, 1998, 1999. Do parku Rydza Śmigłego chodzę na randki z D. Potem mieszkamy razem na Powiślu przez jakiś czas. Mamy dwa koty.

2004 r. Mieszkam dalej na Powiślu, ale gdzieś indziej. Przez park Rydza biegnę do domu z pracy, albo z wydziału przy Żurawiej. Mam tu wykłady z historii idei. Podkochuję się w profesorze Królu.

2007 r. Rodzi się Emilka. Każdego dnia  (może lać, wiać, nie ma to znaczenia) wyrabiam długie kilometry z wózkiem. Karmię piersią na ławkach osłaniając się apaszką. Albo i nie.

2015 r. Maj. Siedzę w kawiarni Starbucks i patrzę przez okno. Po lewej schodzi w dół ulica Książęca. Za Instytutem Głuchoniemych  (zegar na wieży wciąż w południe wygrywa Pierwszą Brygadę) Sheraton, a za nim teatr Studio Buffo (fotele i parkiety bardzo się zdarły przez te lata). Za teatrem park Rydza Śmigłego. Babcia nie żyje. Dziadek nie żyje. Ja żyję. Mamy już dwie linie metra w Warszawie.