Rytuały

Zgodnie z przewidywaniami meteorologów niebo spadło z hukiem na Złote Tarasy i cała Warszawa znalazła się pod wodą. Schroniłyśmy się z Emilką w McDonald’sie. Zamówienie złożyłyśmy w samoobsługowym terminalu. Mi dostało się jabłko z zestawu dziecięcego i gorąca woda, którą można zamówić do ogrzania dziecięcego napoju. I lody, oczywiście.

Sącząc wrzątek z papierowego kubka obserwuję spod przymkniętych powiek zwyczaje godowe gimnazjalistów, które najwyraźniej wiążą się ze spożyciem ogromnej ilości frytek. Przypominają mi się wyprawy do drugiego w Warszawie McDonald’sa na parterze DH Smyk, gdy z przyjaciółką zrzucałyśmy się na małe frytki zjadane później na spółkę. Czy naprawdę minęło już 20 lat?

Mam w sobie dużo czułości dla tych koślawych 13-latków pożerających frytki. Zawieszeni w przestrzeni między późnym dzieciństwem, a wczesną dorosłością, poruszający się w rozchichotanych i trącających się stadach. To ten piękny czas, w którym starsi koledzy wrzucali nas do stawu w parku Ujazdowskim, a my z tego powodu byłyśmy najszczęśliwsze na świecie.