Wszystko przez tego drania Czechowa

Wcale się nie spodziewałam, że na końcu „Trzech sióstr” będę jednak płakać, czekając na wiadomość o śmierci barona Tuzenbacha. Zwłaszcza, że Irina go przecież nie kochała. Płakałam chyba nawet bardziej nad nim, niż nad Iriną. A może nad całą tą czechowowską sytuacją bez wyjścia. Wszystko przez tego starego drania Czechowa.

image

Dobra sztuka jest jak cios w splot słoneczny. I tak właśnie jest z „Trzema siostrami” w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej w Teatrze Dramatycznym. Zaczyna się powoli, właściwie niewinnie. Duszność, prowincjonalny spleen, postacie jakby bez życia. A potem krok po kroku schodzimy wgłąb, i wgłąb, i wgłąb.

image

Pod koniec pierwszego aktu czuję się jak czwarta siostra. Pod koniec drugiego aktu mam już rozmazany tusz do rzęs i z pewnym wysiłkiem nabieram powietrza do płuc. Nie mam specjalnie siły na oklaski.

image

Wspaniały Adam Ferency w roli Aleksandra Wierszynina. Bardzo dobry Janusz R. Nowicki jako doktor Czebutykin. Maciej Wyczański (Andriej), Marcin Sztabiński (Solony), Andrzej Blumenfeld (Kułygin) – „Trzy siostry” to nie tylko portrety kobiece, ale również ciekawe postacie mężczyzn, tak bardzo różnych od siebie i tak w różny sposób zrozpaczonych.

Antoni Czechow, „Trzy siostry”, reż. Małgorzata Bogajewska, Teatr Dramatyczny w Warszawie.

54bfc828bbb8c_o 53161754c5356_g1