Przepędziłam

To był śmieszny bieg. Zaspałam. W ramach rozgrzewki miałam więc „bieg na bieg”. Zapomniałam pulsometru. Aplikacja mierząca trasę i tempo straciła kontakt z rzeczywistością. Kable od niepotrzebnych słuchawek plątały się między nogami. Upał. Upał. Upał. Ale nic, biegnę. Nie mam kontroli nad niczym – czasem, tempem. Co najwyżej nad własnymi nogami. Najlepszy moment biegu – mgiełka wody z fontanny dotyka rozgrzanego ciała. Niespodziewane powiewy wiatru. Po stu latach  (28 min. 10 sek.) przecinam metę. Nie wiedząc jak i kiedy, pobiłam swoje wszystkie rekordy. Mówią, że to nie było 5 km, tylko 4,75. Ale rekordy i tak pobite. 

Bieg „Przepedzić Raka„,  fot. Mikołaj Myszak i AWU 

image