(…)

Zasypiam na fotelu zwinięta w kształt małej litery „z” (łydki to daszek, kręgosłup to podstawa, a złożone uda to ukośna kreska łącząca jedno z drugim). Ostatnie dźwięki, jakie słyszę, to huk upadającej książki, którą strąciłam łokciem, szelest wiatru w koronach drzew i odgłosy bawiących się dzieci  („Kto ostatni ten gej, gej, gej, gej”). A potem nagła cisza. Ostatnie uczucie – ciepło od koca otulającego nogi. Ale po chwili ciepło też odchodzi. Sen jest gęsty i czarny. Wielka cisza, z której się nie wychodzi, tylko wypełza. I ma się wtedy otarte kolana i brud na policzkach.

Wybuch

We śnie nieznajomy mężczyzna wyznaje mi miłość. W tym momencie wybucha cała kamienica na Nowym Świecie  (zdaje się, że ta w której jest Empik). Na wszystkie strony lecą cegły i większe fragmenty ścian. – Ale masz efekty specjalne – mówię do mężczyzny, a potem biorę go za rękę i odciągam, żeby nie przysypał nas gruz. Nic złego jednak się nie dzieje. Nikt nie ucierpiał.

image