Przed wypłynięciem

Budzi mnie o 4 nad ranem wściekły, pierwotny głód. Świta. Niebo szare i niskie. Zjadam kanapkę z pomidorem i znowu zapadam w sen. Śni mi się statek piracki zakotwiczony gdzieś na dzikiej bałtyckiej plaży. Załoga to ja, tata, dziadek, moja siostra. My z tatą na plaży, czekamy na wykonanie jakichś napraw. Tata strzyże brodę. Dziadek z siostrą zostają na pokładzie. Świta. Przepełnia nas radość i poczucie wolności. Wiem, że wszystko będzie naprawione. Słońce odbija się od tafli wody. Statek kołysze na falach. Czuję zapach mokrego, starego drewna.

Gdy się budzę o 6 niebo jest znowu niebieskie. Pierwsza myśl – ja nie mam siostry. Ale może to była zmarła córka mojego brata. Byłaby teraz w moim wieku. I tak na pokładzie byli zmarli, a na plaży żywi. Wszystko się zgadza. Oni czekają na nas na pokładzie, aż wszystko się naprawi. A potem razem pożeglujemy.

image