Równanie z wieloma niewiadomymi

Pomiędzy jedną podróżą a drugą opalam nogi leżąc na leżaku, sączę kawę, patrzę na chmury i czubki drzew drżące od lipcowego wiatru. Na powierzchni spokój i przyjemna, letnia nuda. Pod powierzchnią coś się kłębi i bulgocze, szczelnie przykryte. Alchemia stanów i emocji. Wszystko ulega stopniowej przemianie, pozostając niezmienne. Jak refren wracają te same obrazy i te same słowa, chociaż ich sens pozostaje tajemnicą. Jak równanie ze zbyt wieloma niewiadomymi.