Koszmarki

Tej nocy zasnęłam natychmiast, wpadając w serię małych i banalnych koszmarków. Najpierw dostałam złe oceny z jakiegoś (gimnazjalnego?) testu końcowego. Same tróje, jedna czwórka. Oglądam tą pracę i widzę, jaki mam fatalny charakter pisma, chyba wcale się nie starałam, a tu proszę – pytania nie doczytałam. Czemu tak się spieszyłam?! I ten charakter pisma, fatalny, fatalny, no fatalny normalnie. Siadaj, pała, spodziewałam się więcej po tobie.

Potem jestem na bankiecie, na którym jest mnóstwo jedzenia. Stoję przy stole z deserami. Na nim piękne ciasta we wszystkich możliwych smakach i rodzajach. Wiem, że nie powinnam nic z tego jeść. Próbuję nałożyć coś na talerz, ale wszystko niszczę. Ciasta rozpadają się na kawałki, zamieniają w bezkształtną miazgę.

Budzę się z kroplami potu na czole i piaskiem pod powiekami. Cały pokój wypełniony ostrym, porannym słońcem.

wpid-picsart_1437546029754.jpg