Trzeba było sobie odpuścić

Niskie chmury nad Warszawą. Ziewam i przeciągam się już trzeci dzień z rzędu. Wciąż dochodzę do siebie po tym szalonym XXV Biegu Powstania Warszawskiego, na który pędziłam z rozwianym (i przemoczonym) włosem wprost ze spóźnionego pociągu relacji Toruń-Warszawa. Dotarliśmy na stację w momencie, gdy rozległ się wystrzał wzywający do startu. Ale spokojnie. Udało się. W ciemnościach, w błocie, a nawet pod ostrzałem. Tym razem miałam łzy w oczach na samym początku biegu. Tak, dotarłam tu i biegnę – chociaż nic nie wskazywało na to, że się uda. Deszcz. Deszcz. Deszcz. Błoto. Ciemność. Ale biegnę. Na mecie wpadłam po kostki w błoto. Wodę podawaną na trasie w końcu wylałam sobie na głowę. Nie wzięłam przydziałowego banana. Szłam przed siebie tam, gdzie moje stopy znajdowały w ciemnościach najmniej mokrą i zabłoconą przestrzeń.

„Trzeba było sobie odpuścić” – mówiły różne osoby, ale ja bardzo, ale to bardzo nie lubię sobie odpuszczać. Odpuszczam, jak już zrobię to, co zamierzyłam. Ale nie wcześniej. To może nie być za pierwszym podejściem, ani za drugim, ani za trzecim. Ale odpuszczę dopiero na mecie.

bpw15_01_gbs_20150725_212705_3

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s