Bul, bul, bul

I wpadliśmy w upały, jak w gotujące się leczo, bul, bul, bul. Moje nalewki zmieniają kolory. Z jeżynowo-porzeczkowej wydobywa się głębokie indygo. Z kawowo-cynamonowej karmelowe, stare złoto. Werbenowo-lubczykowa wpada w złotawą bladą zieleń. Zgodnie z przepisem, wstrząsam codziennie każdym słojem. Przyglądam się. Uśmiecham szeroko. Myślę, co dalej. Będzie jeszcze w tym roku nalewka z mirabelek. I z moreli. Może z pigwy, kto wie. I konfitura z krajowych brzoskwiń – widziałam dziś takie piękne na straganie, drobne, z nutą czerwieni na złocistopomarańczowej skórce. I z listkami. Tak – gotowanie to dla mnie teraz rodzaj malowania naturalnymi składnikami. Zabawa kolorem, fakturą, formą, nastrojem.

Podlewam rośliny. Ucinam schnące liście. Żal mi wyrzucać przekwitłe słoneczniki. Żal obrywać liście majeranku i mięty.

Taki jest właśnie ten upalny sierpień. Pełen gęstych, głębokich snów z których trudno się wyplątać na rozkaz budzika. Sny też są jak gotujące się konfitury, w których mieszają się doświadczenia minionych pór roku. Pod wpływem temperatury gęstnieją, zmieniają barwy, nabierają innego smaku. I nie wszystkie są takie znowu słodkie.

Jeśli zrobię w sierpniu nalewkę z mirabelek, to będzie gotowa dopiero w czerwcu przyszłego roku. Pewne rzeczy wymagają czasu, nie tylko nalewki.

wpid-20150804_174954.jpg

Jedna uwaga do wpisu “Bul, bul, bul

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s