Zanim świat się skończy

Zanim świat się skończy, może jednak zrobię jeszcze kilka słoików kompotu ze śliwek. Obejrzę kolejny odcinek „Prokuratora” w TVP2, nagrany specjalnie z myślą o wolnym piątkowym wieczorze. Wybiorę się na jesienny bazar. Wezmę długą kąpiel. Pobiegnę w jeszcze jednych zawodach. Będę z psem tropić jesień na naszych codziennych spacerowych szlakach. Pierwszy raz po wakacjach zajrzę do teatru. Może nawet zbiorę się na odwagę i dokończę „Narzeczoną Schulza” , bo chwilowo uciekłam na bezpieczniejsze wody „Dziennika roku Węża” Piotra Siemiona.

Wchodząc w nową książkę, rozmawiając z dawno niewidzianym przyjacielem, łapiąc czyjeś spojrzenie w pociągu czy obserwując małego pająka na krzaku bazylii w kuchni – czuję, że żyję. To życie zgodne z wewnętrznym rytmem, w którym znaczenie ma układ chmur na niebie, zimny powiew wiatru o 6:23 na porannej przechadzce z psem, czy smak tegorocznych jabłek. Liczy się śledzenie faz księżyca i troska o żółknące liście domowego butelkowca.

To takie małe, kwantowe odpryski codzienności, które układają się we własne porządki i dają mi poczucie głębokiego, acz paradoksalnego sensu. Być może chodzi o to, że życie jest sensem samym w sobie, nie potrzebującym dodatkowych uzasadnień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s