(…) (No i wyszłam…)

No i wyszłam z trzydniowego ciągu czytelniczego, mogę więc znowu zmywać naczynia i z pełnym zaangażowaniem robić pranie. W nocy nawiedzają mnie koszmary. Wczoraj – stoję na jakimś placu rozładunkowym tuż przed wejściem do obozu. Tłum ludzi otoczony przez wojskowych z karabinami. Wiem, że aby przeżyć muszę za wszelką cenę unikać wzroku strażników. Oczywiście to się nie udaje. Jest wysoki, potężnie zbudowany i od razu wyłapuje w przestraszonym tłumie tą, którą trzeba usunąć już teraz. Idzie w moim kierunku, a ja nie mam dokąd uciekać. Budzę się przerażona i przez dłużą chwilę boję się znowu zamknąć powieki.

Od kilkunastu lat nie miałam takich snów. Kiedyś (20 lat temu?) śniło mi się, że uciekam przez jakimiś łysogłowymi bojówkami. Ulice były puste. Biegłam najpierw Foksal, potem skręcając w Kopernika, chowając się jakiejś klatce schodowej. Pamiętam jak dziś marmurowe schody i metalową bramę, która miała dać schronienie. Wtedy też mnie znaleźli, oczywiście.

AobKvs_web